Od 17 do 22 września 2006 trwał ostatni w tym roku obóz w Zalesiu Górnym, w Domu Spełnionych Marzeń. Wzięli w nim udział mali pacjenci Centrum Pediatrii i Onkologii im. dr E. Hankego w Chorzowie oraz  kolejne dzieciaki z Kliniki Pediatrii Hematologii i Onkologii Dziecięcej w Zabrzu, którym stan zdrowia nie pozwalał na uczestnictwo we wcześniejszych wyjazdach.

Przywitała nas żydowska muzyka, tradycyjne potrawy żydowskie i przede wszystkim świetna zabawa. A to dzięki temu, że początek naszego obozu przypadł w dniu pikniku żydowskiego organizowanego przez Fundację Spełnionych Marzeń dla dzieciaków i rodziców z warszawskich Oddziałów. Zaraz, więc po przyjeździe rzuciliśmy się w wir zabawy, która zakończyła się zawodami sportowymi, w których to nasze mamy – przyznać trzeba – spisały się świetnie. W czasie pikniku mieliśmy również wielką przyjemność poznać Andrzeja Nejmana.

Zakończenie sezonu obozowego obfitowało w wiele atrakcji i spotkań, o których można śmiało powiedzieć, że przerosły nasze oczekiwania.. Już kolejnego dnia po naszym przyjeździe wizytę złożyli nam Agata Młynarska, siostra Patrycja i Jarosław Kret. Wspólnie zjedliśmy kolację, porozmawialiśmy, pośpiewaliśmy i oczywiście możemy tego dowieść licznymi zdjęciami, które pozostały nam z tego wieczoru. Również i wizyta w Warszawie obfitowała prócz zwiedzania Starówki w dodatkową atrakcję w postaci odwiedzin w Pałacu Prezydenckim. Po powrocie do Zalesia mieliśmy również przyjemność odwiedzić panią Sylwię Najsztub w jej domu, który zamieszkuje z kilkunastoma pięknymi owczarkami śródkaukaskimi. Psy nie tylko ogromne i piękne, ale przede wszystkim niesamowicie przyjazne i skore do zabawy.

Wrzesień zaskoczył nas piękną pogodą, więc jak najwięcej czasu staraliśmy się spędzać na świeżym powietrzu. Nie zabrakło, więc wycieczek rowerowych i jazdy konnej. Kilku sztuczek cyrkowych nauczył nas nasz gość aktor teatru pantomimy, pozycję ryczącego lwa poznaliśmy w czasie jogi. Zresztą opisywanie wszystkiego tego, co udało nam się przeżyć w ciągu tych kilku dni, jest niemożliwe, bo na niesamowitość tego wyjazdu nie składają się tylko atrakcje, które nas tam spotkały, ale przede wszystkim ulotne sekundy uśmiechu i radości, spotkanie z drugim człowiekiem, jego obecność. I oczywiście tęsknota, która nakazuje nam wracać pamięcią w szczęśliwe miejsce, do Domu Spełnionych Marzeń :)