Wstępne wyniki badań, finansowanych na łączną kwotę 200 tyś złotych przez fundację ISKIERKA, a prowadzone przez prof. dr hab. n. med. Tomasza Szczepańskiego pozwoliły na przygotowanie doniesienia, które prezentowane było na V Zjeździe Polskiego Towarzystwa Onkologii i Hematologii Dziecięcej w dniach 26-29 kwietnia 2010 roku w Międzyzdrojach. Wyniki będą także przedstawiane na I Kongresie Cytometrii w Kazimierzu nad Wisłą 12-15 maja 2010 roku.

Projekt: „MONITOROWANIE MINIMALNEJ CHOROBY RESZTKOWEJ U DZIECI Z OSTRA BIAŁACZKĄ LIMFOBLASTYCZNĄ METODĄ  8-KOLOROWEJ CYTOMETRII PRZEPŁYWOWEJ”którego głównym wykonawcą jest Prof. dr hab. n. med. Tomasz Szczepański reprezentujący zabrzański Samodzielny Publiczny Szpital Kliniczny nr 1 Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, został najwyżej oceniony, a tym samym zwyciężył w Ogólnopolskim Konkursie na Dofinansowanie Projektów Badawczych w Dziedzinie Onkologii i Hematologii Dziecięcej zorganizowanym przez fundację w 2009 roku.

Prof. dr hab. n. med. Tomasz Szczepański

Kierownik Katedry i Kliniki Pediatrii, Hematologii i Onkologii Dziecięcej SUM i Ordynator Oddziału Hematologii i Onkologii Dziecięcej w Szpitalu Klinicznym nr 1 w Zabrzu. Jest autorem ponad 120 prac naukowych, z których ponad połowa ukazała się w cenionych czasopismach medycznych. Tuż po studiach wyjechał na stypendium naukowe na Uniwersytet Erazma w Rotterdamie, gdzie później także pracował. Laureat wielu nagród i wyróżnień, m.in. nagrody im. Stevena Hogendijka za najlepszą medyczną rozprawę naukową w dziedzinie medycyny oraz nagrody Prezesa Rady Ministrów za rozprawę habilitacyjną w 2006 roku.


Poniżej przedstawiamy rozmowę profesora z Judytą Watołą, dziennikarką GAZETY WYBORCZEJ, w której objaśniane jest znaczenie i zakres finansowanych przez fundacje ISKIERKA badań naukowych:

„Fundacja Iskierka pomaga walczyć z rakiem 

Walka z białaczką u dzieci to walka z podstępnym wrogiem. Wydaje się, że już go pokonałeś, a jednak przyczajeni szpiedzy potajemnie szykują się do kontrataku. Kto odkryje, jak ich zdemaskować i unieszkodliwić, uratuje tysiące chorych. Wśród tych, którzy poszukują na to sposobu jest prof. Tomasz Szczepański z Zabrza, którego badania wsparła Fundacja „Iskierka”.

„Ta badanie daje szanse na poprawę wyników leczenia (…) Proponowana praca jest ważna dla rozwoju onkologii dziecięcej w Polsce” – napisał o programie badań młodego naukowca ze Śląska prof. Jerzy Kowalczyk, krajowy konsultant w dziedzinie onkologii i hematologii dziecięcej. Jego opinia przeważyła. Fundacja „Iskierka” wspierająca leczenie dzieci z chorobami nowotworowymi postanowiła przeznaczyć 200 tys. zł na projekt pt. „Monitowanie minimalnej choroby resztkowej u dzieci z ostrą białaczką limfoblastyczną metodą ośmiokolorowej cytometrii przepływowej”. Pod tą zawiłą nazwą kryje się ambitny projekt. Spróbujmy wyjaśnić, o co w nim chodzi.

Judyta Watoła: Co to jest choroba resztkowa? 

Prof. Tomasz Szczepański: – W największym skrócie to, co zostaje po leczeniu choroby nowotworowej w pierwszym etapie. Dużą część nowotworów możemy leczyć operacyjne, metodą chemioterapii czy radioterapii. Pozbywamy się głównej masy guza. W organizmie mogą jednak przechować się jakieś pozostałości, które po pewnym czasie staną się przyczyną wznowy nowotworu lub przerzutów. Komórki rakowe mogą na przykład przyczaić się w szpiku kostnym, czy w węzłach chłonnych. To właśnie nazywamy chorobą resztkową.

Czy nie można dokładniej „usuwać” nowotworu z organizmu? 

– Nie jest to łatwe. Lekarz często musi iść na kompromis. W trakcie operacji najlepiej byłoby radykalnie działać, wycinając guz z dużym marginesem, ale często się tego nie robi, bo dla dobra chorego trzeba oszczędzić jakiś narząd. Ale chirurgia to nie moja działka.

Pana działka to hematologia i dziwna choroba, nie dość, że resztkowa, to jeszcze minimalna? 

– Chodzi o to, że za pomocą klasycznych metod diagnostycznych z zastosowaniem mikroskopu nie zawsze potrafimy się zorientować, czy w organizmie nie zostały jakieś komórki nowotworowe. W przypadku białaczki sytuacja jest szczególnie trudna, bo bardzo podobne komórki do tych, jakie wywołują chorobę resztkową, występują także w zdrowym szpiku. Chodzi o tak zwane komórki prekursorowe. Nawet doświadczony hematolog może mieć problem z ich wykryciem.

Komórki prekursorowe. Znowu trudna nazwa! 

– Być może, ale nie jest to tak trudne do zrozumienia, jeśli wyobrazimy sobie, że szpik to fabryka, która daje początek wielu rodzajom komórek krwi. Komórki prekursorowe to te, z których tworzą się na późniejszym etapie różnego typu krwinki. W zdrowym szpiku kostnym komórki prekursorowe występują w niewielkich ilościach. Jeśli jednak na taką komórkę prekursorową będzie oddziaływał jakiś niekorzystny impuls, może ona ulec zezłośliwieniu, dając początek białaczce.

Co może być takim złym impulsem? 

– Czynniki, które powodują mutację genetyczną. Bylibyśmy bardzo szczęśliwi, gdybyśmy wiedzieli, o jakie czynniki chodzi. Na razie jednak tego nie wiemy.

Zły impuls działa i zdrowa komórka prekursorowa robi się złośliwa. Co dzieje się potem? 

– Zaczyna się dzielić. Dochodzi do nadmiernego rozrostu. Zakładamy, że jedna komórka prekursorowa, która ulega zezłośliwieniu, daje początek milionom i miliardom innych. Zaczynają się jakby rozpychać i zabierać miejsce zdrowym krwinkom. Udaje im się to, bo są szybsze, bardziej agresywne.O białaczce mówimy już wtedy, kiedy złośliwe komórki białaczkowe stanowią 25 proc., ale najczęściej to 90-95 proc. Wtedy widzimy, że fabryka pracuje źle. Szpik przestaje produkować ciałka krwi. Widać to po małym pacjencie. Po pierwsze, ma niedokrwistość. Jest blady, szybko się męczy, nie chce się bawić, nie ma apetytu. Jednocześnie brakuje płytek krwi – pojawiają się wybroczyny na skórze i łatwiej o siniaki nawet przy najmniejszym uderzeniu. Mogą się też pojawić krwawienia z nosa. Rozmnożone komórki białaczkowe mogą wyjść ze szpiku i razem z krwią rozsiać się po organizmie. Dochodzi do powiększenia wątroby i śledziony.

Białaczkę widać gołym okiem? 

– Tak, i trzeba jak najszybciej leczyć. U większości pacjentów 33. dnia od rozpoczęcia leczenia dochodzimy do sytuacji, w której komórek prekursorowych znów jest poniżej 5 procent, czyli jak u zdrowego człowieka. Resztę stanowią inne komórki szpiku, co oznacza, że zaczął się on regenerować – fabryka znów zaczyna dobrze działać. U 98 proc. pacjentów tak właśnie się dzieje. Nazywamy ten stan remisją, choroba się cofa.

Ale to nie koniec walki z chorobą. 

– Zaczyna się gra w chowanego, bo kiedy osiągniemy w szpiku poziom komórek prekursorowych poniżej 5 proc. nie jesteśmy już w stanie powiedzieć, czy są wśród nich tylko zdrowe komórki, czy także komórki białaczkowe. Na tym właśnie etapie możemy mieć do czynienia z chorobą resztkową, ale nie potrafimy tego wykryć pod mikroskopem. Szukamy więc innych metod. Z doświadczenia wiemy bowiem, że nawet kiedy poziom komórek prekursorowych w szpiku wynosi tylko 1 proc. mogą się wśród nich kryć komórki białaczkowe.

Komórki białaczkowe są zepchnięte do narożnika. Po jakim czasie nabierają sił i znów dają o sobie znać? 

– To zależy od tego, z jak bardzo agresywną postacią choroby mamy do czynienia. Może być tak, że dadzą o sobie znać jeszcze w trakcie dwuletniego cyklu leczenia, jaki stosujemy u dzieci. Najczęściej jednak odzywają się w ciągu roku od zakończenia tego cyklu.

Są bardzo podstępne. 

– To wróg, który się maskuje, czai w jakiejś kryjówce, a my nie umiemy go rozpoznać. Dlatego dalej stosujemy leki cofające chorobę, żeby maksymalnie zwiększyć szanse na ostateczne wyleczenie. Mimo to u 30 proc. pacjentów dochodzi jednak do wznowy. Chcielibyśmy umieć wskazać, u którego dziecka jest takie ryzyko. Czasu na zdemaskowanie wroga mamy jednak niewiele. Udowodniono bowiem, że szukanie w szpiku „zamaskowanych” komórek białaczkowych już po zakończeniu leczenia praktycznie nie ma sensu. Możemy ich więc szukać tylko w pierwszej fazie leczenia.

Dlaczego tak się dzieje? 

– Dlatego, że największe znaczenie ma tu dynamika choroby. Chodzi o to, jak szybko komórki białaczkowe są niszczone. Im szybciej, tym lepiej dla naszego pacjenta, tym mniejsze ryzyko, że komórki białaczkowe gdzieś się „zaszyją” i choroba wróci.

A jak próbujecie przechytrzyć maskującego się wroga? 

– Metoda, którą się posługujemy w badaniu komórek prekursorowych, pozwala zbadać jednocześnie osiem antygenów umożliwiających określenie, czy mamy do czynienia ze zdrowymi komórkami, czy też białaczkowymi. Dawne metody pozwalały oznaczyć trzy antygeny. Jednoczesne oznaczenie ośmiu antygenów daje większe szanse na trafną diagnozę, bo komórki nowotworowe są bardzo zróżnicowane.

Jak oznaczacie antygeny? 

– Naszym instrumentem w tym badaniu są tak zwane przeciwciała monoklonalne (służą także do wielu innych badań). Łączą się one z antygenami i pod wpływem promieni lasera, mówiąc najprościej, antygeny świecą. Tę reakcję rejestrujemy specjalnym aparatem – cytometrem przepływowym. Są w nim zamontowane trzy lasery, dzięki którym możemy dokonywać pomiarów.

Jak się na warsztat bierze komórkę? Przecież to nie jest coś, co można chwycić i położyć na szkiełku. 

– Pobiera się szpik, utrzymuje się go w płynnym stanie, odwirowuje się komórki, które nas nie interesują, a resztę poddaje się badaniu.

Czy gdzieś na świecie ktoś robi podobne badania? – Monitorowanie choroby resztkowej wprowadzono do praktyki klinicznej w wielu krajach zachodnich, takich jak Niemcy, Holandia czy Włochy. Na podstawie ich wyników podejmuje się decyzje, co do dalszego leczenia. By wykryć chorobę resztkową bada się tam DNA komórki białaczkowej.

W polskich warunkach nie stać nas na to. Samo badanie jest drogie, a do jego przeprowadzenia potrzebne jest bardzo bogato wyposażone laboratorium. Stąd nasz pomysł, by właśnie inną metodę monitorowania choroby resztkowej wprowadzić do praktyki klinicznej. Dzięki 200 tys. zł z Fundacji „Iskierka” uda nam się przebadać około 100 pacjentów. To już grupa, która pozwoli na ocenę, czy taka diagnostyka jest możliwa nie tylko w jednym ośrodku, a wielu – tak by wyniki można było porównywać ze sobą. Wierzę, że pozwoli nam opracować nowe schematy leczenia białaczki u dzieci w przyszłości.


Przypominamy, Komisja Konkursowa postanowiła także dodatkowo wesprzeć finansowo projekt „ZNACZENIE OZNACZEŃ HEPCYDYNY I PROHEPCYDYNY W KOMPLEKSOWEJ OCENIE GOSPODARKI ŻELAZEM ZARÓWNO W TRAKCIE, JAK I PO LECZENIU OSTREJ BIAŁACZKI  LIMFOBLASTYCZNEJ U DZIECI” lek. med. Michała Romiszewskiego, ze względu na pozytywną ocenę i dobre przygotowanie.

W imieniu Komisji Konkursowej oraz Fundacji ISKIERKA serdecznie gratulujemy! Mamy nadzieję, że nasze wsparcie finansowe w łącznej kwocie 245 000 złotych i wspólne działania przyczynią się do wcześniejszego skuteczniejszej diagnostyki chorób nowotworowych u dzieci i ich leczenia oraz łagodzenia skutków m.in. chemioterapii.