Partner Projektu:

tottota.jpg patroni_medialni.gif

 

W ramach projektu "Z Toyotą w Świat" zrealizowaliśmy podróż do Bukowiny Tatrzańskiej Artura Puły. Były przepiękne góry oraz chwile radości i wytchnienia od trudów codzienności związanych z chorobą:

Wreszcie nadszedł dzień wyjazdu, na który Arturek tak czekał z niecierpliwością. Ostatnie dwa wieczory aż nie mógł zasnąć z przejęcia. Wyruszyliśmy dwiema Toyotami, ponieważ nie zmieściliśmy się w jednej, za co przepraszamy. Przemiła iskierkowa Mariola oraz nasza pięcioosobowa rodzinka, w czym malutka 2,5 letnia Julcia, Arturek i 13-letnia Niki po spakowaniu się wyruszyła w drogę. Około południa dotarliśmy do Zatoru gdzie znajduje się Dinozatorland, nasz pierwszy cel wycieczki.

Dinozaury były świetne! Naprawdę wyglądały jak żywe, ruszały się i wydawały dziwne i groźne odgłosy. Przenieśliśmy się w czasie o setki milionów lat. Nie tylko dzieci, ale i my wszyscy byliśmy pod dużym wrażeniem nawet najmłodsza nasza pociecha była bardzo zainteresowana i nawet się nie bała. Mogliśmy tez skorzystać z kilku atrakcji obok w Lunaparku. Jeździliśmy na Autodromach, gdzie w roli kierowców występowały tym razem Artur i Nikol, którzy bardzo dobitnie zaprezentowali nam swoje umiejętności na miarę Formuły, 1(co bardzo mi i Marioli podniosło poziom adrenaliny).

Odwiedziliśmy w pewnym sensie dziki zachód gdzie zostaliśmy porwani przez kowbojów i wyszliśmy z zadymionego dyliżansu pękając ze śmiechu oraz byliśmy w kinie 5D, gdzie mieliśmy okazję prawie namacalnie przenieść się w czasy, kiedy żyły dinozaury. Juleczka natomiast skorzystała z karuzeli dla dzieci i również była bardzo zadowolona. Po tych wszystkich wrażeniach Mariola zaprosiła nas na przepyszny obiad w pobliskiej restauracji i wyruszyliśmy w dalszą drogę. Wieczorem dotarliśmy do Zakopanego.

Miejsce, w którym się zatrzymaliśmy było rewelacyjne. Bardzo serdecznie przywitała nas, a w szczególności Arturka pani Teresa, właścicielka naszych apartamentów. Co najbardziej ucieszyło moje starsze dzieci to basen, który znajdował się na terenie hotelu i oczywiście po rozpakowaniu się od razu z niego skorzystaliśmy? Była tam również sauna co też było  dużą atrakcją. Po kąpieli w basenie zjedliśmy kolację i padliśmy jak kawki. 
W sobotę rano po śniadaniu  pojechaliśmy do Bukowiny Tatrzańskiej, gdzie znajdują się baseny termalne. Wśród wielu basenów w środku i na zewnątrz Artur i Niki byli tak zaaferowani, że chcieli zobaczyć wszystko i zjechać z każdej zjeżdżalni, natomiast Julcia upatrzyła sobie w szczególności słonika zjeżdżalnię. Dzieci ku naszemu zaskoczeniu szybko się zmęczyły, więc zjedliśmy obiad na miejscu i pojechaliśmy z powrotem. Pogoda była bardzo ładna i po drodze podziwialiśmy nasze przecudne góry. Resztę dnia spędziliśmy w miejscu, którego nie można nie odwiedzić będąc w zimowej stolicy Polski, a mianowicie na Krupówkach, które są symbolem Zakopanego. Spacerując tą bardzo słynną i uroczą ulicą zajadaliśmy się oscypkami z żurawiną jak przystało na prawdziwych turystów, a później byliśmy na pysznym deserze. Wieczorem znów poszliśmy na basen i wygrzaliśmy się w saunie, a po kolacji graliśmy w osiołka, bardzo wesołą grę karcianą (odkąd Mariola nas jej nauczyła gramy w tę grę także w domu).W niedzielę okazało się, że mgła zasłoniła nam góry, ale i tak postanowiliśmy wjechać kolejką na Gubałówkę i powdychać jak najwięcej górskiego, świeżego powietrza (szkoda, że nie można na zapas). Na górze pochodziliśmy sobie i dobrze, że się ciepło ubraliśmy, bo poczuliśmy powiew zimy. Później zjechaliśmy na torze saneczkowym, co wszystkim się bardzo podobało. 

Po tych wszystkich atrakcjach bardzo głodni poszliśmy na obiad do góralskiej restauracji. Wieczorem oczywiście po basenie i saunie znów graliśmy w karty i było bardzo wesoło. Niestety nadszedł ostatni dzień naszej eskapady. Pożegnaliśmy się z panią Teresą, której dziękujemy za bardzo miłe przyjęcie. Na koniec pojechaliśmy zobaczyć skocznię narciarską. Weszliśmy prawie na samą górę, co zwłaszcza dla Julki i Artura było nie lada wyczynem! Dzieci widziały skocznię jak dotąd tylko w telewizji, więc zrobiła na nich ogromne wrażenie. Wszyscy podziwialiśmy odwagę skoczków, bo jest naprawdę wysoko. Jeszcze pożegnalny obiad na Krupówkach i z wielkim żalem do domu. Nasz Arturek był bardzo zachwycony, podobnie jak my wszyscy. Wróciliśmy z naładowanymi akumulatorami i bardzo odprężeni,co jest bardzo ważne zwłaszcza dla Arturka, ponieważ musi stawić czoło szkolnym obowiązkom po bardzo długiej przerwie. Było naprawdę wspaniale!


Dziękujemy wszystkim cudownym i dobrym osobom, dzięki którym ten wyjazd był możliwy: naszej kochanej Iskierce, która zafundowała nam tę wycieczkę, firmie Toyota Czajka-Auto z Chorzowa za wspaniałe samochody z pełnym bakiem, oraz Marioli, która stworzyła luźną, wesołą i bardzo miłą atmosferę, a przy tym miała dużo cierpliwości do całej naszej gromadki.