Nieocenione wsparcie:

To kolejny już rok naszych iskierkowych rejsów po Krainie Wielkich Jezior Mazurskich. Pływamy, śpimy na jachtach pod gwieździstym niebem, gotujemy, śpiewamy, odkrywamy nowe możliwości i uczymy się podstaw żeglarstwa. Wszytko pod opieką i komendą naszych niezawodnych kapitanów. Dziś przedstawiamy relacje naszych podopiecznych z tego rocznej przygody pod żaglami. Dziękujemy wszystkim, którzy wsparli AKCJĘ LATO i dzięki którym czujemy wiatr w żaglach...:)

"Bardzo sceptycznie podchodziłem do wyjazdu na Mazury. Ja i żaglówka? Dobry żart! Po pobycie, żałuję, że ta przygoda trwała tak krótko! Te wszystkie linki, pokład, wielkość jachtu - to tylko strasznie wygląda. Wspaniali sternicy, którzy pokazali nam, gdzie co i jak, nie raz zabawiając żartem, byli bardzo pomocnicy. Wspaniałe widoki, delikatny wiaterek i co dzień inny port. Bajka! Nie można oczywiście zapomnieć o nocnych rejsach, gdzie niebo obsypane gwiazdami wyglądało cudownie. Nie wyobrażam sobie nie powrócić tam za rok."
Dawid Siedlaczek

"Mazury 2012 – Iskierkowy rejs
Wczesnym rankiem 22 lipca wszyscy uczestnicy zebrali się na parkingu obok Silesii. Celem naszej podróży miał być Sztynort – port na Mazurach. Na miejsce przybyliśmy około godziny osiemnastej. Po zapoznaniu się w załogach na poszczególnych jachtach, udaliśmy się na ognisko. Zabawa nie trwała bardzo długo – po długiej podróży większość z nas potrzebowała sporej dawki snu.
Następnego ranka, po przeszkoleniu ze składania masztu, wypłynęliśmy. Po przepłynięciu jezior Sztynorckiego, Dargin, Kirsajty i Mamry dotarliśmy do Kanału Węgorzewskiego i Węgorapy. Następnie zderzyliśmy się z cywilizacją w Węgorzewie. Miasto zaszczyciło nas wspaniałym koncertem szant i ballad w kościele pod wezwaniem św. Brendana – patrona żeglarzy. Późnym wieczorem dowiedzieliśmy się o czekających nas nocnych atrakcjach. Dokładnie o godz.22:20 wyszliśmy na wodę, aby dopłynąć do Skłodowa. Było to niesamowite przeżycie. Firmament usłany gwiazdami, wokół ciemność i cichy szum wody tworzyły magiczną całość.
We wtorek pokonaliśmy jezioro Kisajno, a także Kanał Giżycki i dobiliśmy do portu „Ecomarina”, w tym mieście. Po południu wybraliśmy się cała grupą na słodki deser. Przez noc nabieraliśmy sił na kolejne przygody.
Środowe przedpołudnie upłynęło nam pod znakiem zaopatrzenia się w sklepie i frywolnych kąpielach w przyportowym basenie. Około godziny 14.oo drogą wodną przebyliśmy jeziora: Niegocin (koło miejscowości Rydzewo), Boczne, aż dotarliśmy do Kanału Kula. Aby go przebyć, konieczne było złożenie masztu. Później spotkała nas kolejna niespodzianka. Po pierwsze – kąpiel w jeziorze, po drugie – nocleg na „nieoznakowanym” miejscu.     Tego wieczora, przy ognisku, świętowaliśmy imieniny dwóch Krzysztofów, którzy byli w naszym gronie.
W czwartek przemierzyliśmy Jezioro Jagodne, Kanał Szymoński, a następnie wpłynęliśmy na Jezioro Szymon, gdzie znajdowała się pływająca smażalnia i wędzarnia ryb. Kanał Mioduński pokonaliśmy bez większych problemów, jak i Kanał Lelecki. Na naszej drodze było również Jezioro Tałtowisko, gdzie doświadczyliśmy niezwykłego „wodowania” przez większość wyczekiwanego od początku rejsu. Wyglądało to w ten sposób: osoba, przywiązana do liny była ciągnięta prze jacht. Chyba wszyscy wyobrażają sobie w mniejszym lub większym stopniu, jak  niesamowite to było doświadczenie. Tego dnia dopłynęliśmy do portu w Zielonym Gaju przy Kanale Grunwaldzkim. Dzieci korzystały z dostępnych tam gier, a dorośli prowadzili kulturalne rozmowy i wymiany poglądów… do białego rana. 
Niestety piątek był ostatnim dniem naszego rejsu, jednak ośrodek do którego dopłynęliśmy rekompensował nam wiele – niesamowity Łabędzi Ostrów w Pięknej Górze, do którego dostaliśmy się po pokonaniu Kanałów Szymońskiego i Mioduńskiego oraz Jezior Szymoneckiego i Jagodnego. Poza tym tego dnia zażywaliśmy kąpieli wodnych i słonecznych w Rydzewie, gdzie najmłodsi z nas zafascynowali się bańkami mydlanymi wydmuchiwanymi przez dorosłych. Kolejnym etapem dotarcia na Łabędzi Ostrów było Jezioro Niegocin i Kanał Giżycki. Na miejscu wieczorem zorganizowaliśmy ognisko wieńczące cały nasz wyjazd. Ludzie nieoczekiwanie padali sobie w objęcia, wybuchali niekontrolowanym płaczem… Ale przede wszystkim mieliśmy okazję wyrazić wdzięczność pani Jolancie Zwolińskiej – Morzyckiej, prezes Fundacji "Kocham Żagle", która umożliwiła nam przeżycie tej wspaniałej przygody. Po ognisku – na pomoście – puszczaliśmy w niebo lampiony, po brzegi wypełnione gorącym powietrzem i naszymi największymi marzeniami. Po tym spektakularnym przedstawieniu, drugi raz wypłynęliśmy w nocny rejs. Było magicznie – wszyscy zachwycali się rozgwieżdżonym niebem i śpiewali najpiękniejsze żeglarskie piosenki.
Sobota, pomimo słonecznej pogody emanowała barwami rozstania, pożegnania, ale i nadziei, że kolejne wakacje przyniosą nowy rejs, a wraz z nim równie miłe wspomnienia. Na zakończenie zapozowaliśmy do pamiątkowego zdjęcia. Zaraz po nim – przed samym wyjazdem – pani Jola zaprosiła nas na niemal zbawienne – przy tak wysokiej temperaturze – lody. Potem czekała nas już tylko droga powrotna. Na miejsce przyjechaliśmy już w niedzielę.
Sądzę, że wszyscy uczestnicy z utęsknieniem oczekują iskierkowego rejsu Mazury 2013."
Weronika Kułacz        

"Mam na imię Szymon. Po raz pierwszy ja i moja mama wzięliśmy udział w rejsie jachtem po jeziorach. Była to niezwykła, niezapomniana, cudowna przygoda. Poznałem nie tylko uroki żeglowania, nazwy różnych lin, ale także piękno obcowania z mazurską naturą. Podobało mi się wszystko, szczególnie śpiewy przy ognisku i gitarze, nocne rejsy, a także to, że mogłem często wędkować z moimi kolegami: Filipem i Kubą. Wymyślaliśmy sobie nieraz różne zabawy na pokładzie, a nasi rodzice śmiali się i żartowali. Sternik, panAndrzej, często chwalił nasza załogę i pozwalał kierować jachtem. Cała atmosfera była wspaniała, a my z mamą bardzo szczęśliwi. Mamy nadzieję, że za rok znów wyruszymy w rejs z "iskierkową" ekipą."
Szymon Kubica

„Dzięki Pani Joli wiatr w żaglach czujemy…” Wiatru może nie było za wiele, ale mogę szczerze powiedzieć, że ten tydzień na Mazurach zaliczam do najlepszych wakacji w moim życiu. Nocne rejsy przy śpiewie sterników, nocne sterowanie, szantowe ogniska, pływanie na linie w jeziorze i wiele wiele innych atrakcji dostarczyło niezapomnianych wrażeń. Pożegnanie było łzawe i nic dziwnego, będąc  ze sobą na łodzi 24 godziny na dobę nie da się  do ludzi nie przywiązać… Teraz można już tylko zanucić … „gdzie tak keja a przy niej ten jacht…”
Kamila Rzenno

To nasz drugi Iskierkowy rejs po krainie wielkich jezior. Rejs pełen wrażeń, malowniczych widoków za dnia jak i niesamowitej gwieździstej przestrzeni nocą, wspaniałej zabawy  i jeszcze wspanialszej ekipy. Niestety jak wszystko co dobre i piękne szybko się kończy, pozostały tylko wspomnienia i dźwięczące w uszach wzruszające szanty naszych sterników. Żal było opuszczać to wyjątkowe miejsce i jeszcze większy rozstawać się…Dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się do organizacji tej niezwykłej przygody, w szczególności dziękujemy Fundacji Iskierka, Joli, Marioli i Michałowi że zabrała nas w niezapomnianą  mazurską wyprawę.. Wszystkim razem i każdemu z Was z osobna serdeczne dzięki. 
Kubuś, Kamila i Dagmara Rzenno