Nasza Wielka Przygoda z morzem zaczęła się 24 sierpnia rano. Dzieciaki zwarte i gotowe czekały na Panią Izę, która była naszym opiekunem z ramienia Iskierki. Kiedy przyjechała po nas szybko się spakowaliśmy i ruszyliśmy w trasę. Droga minęła spokojnie, pogoda dopisała, a dzieciaki oglądały bajki pytając czasem: „Długo jeszcze?” Gdy przyjechaliśmy do Sopotu rozpakowaliśmy się i poszliśmy na molo. Po drodze minęliśmy Krzywy Domek, zabawny i ciekawy budynek. Morze zrobiło na nas wszystkich wrażenie. O tej porze wieczorem było spokojne. Długo spacerowaliśmy, potem poszliśmy na kolację i późnym wieczorem wróciliśmy do kwatery. Chwilę później padliśmy zmęczeni, a jednocześnie baaaardzo zadowoleni. Następnego dnia podjechaliśmy do Gdyni do portu, skąd wypłynęliśmy katamaranem w rejs na Hel. Znowu wielkie wrażenia. Dzieciaki zachwycone rozglądały się dookoła, tyle wody! Dookoła tylko woda. Nawet nie przeszkadzał im dość mocny wiatr. Gdy już odpłynęliśmy od lądu, Maciek z dezaprobatą stwierdził: „Ja przecież nie widzę tu żadnej foki. Gdzie są foki? Chciałbym zobaczyć fokę”. Humor Maćkowi poprawiła Pani Iza, która zaproponowała małemu wizytę w helskim fokarium. Na Helu poszaleliśmy też na plaży, a dzieciaki z tatą wykąpali się w morzu. Nawet im zimna woda nie przeszkadzała! Maciek był wręcz rozanielony. Gdyby nie uszy to miałby uśmiech dookoła głowy! No i na koniec odwiedziliśmy wymarzone foki. Maciek zachwycony oglądał rozrabiające i posilające się foki. Z fokarium ruszyliśmy na katamaran „Agat”, którym wróciliśmy do Gdyni. Maciek i Dominika mieli radochę śmiejąc się z siostry Agaty, że płynie na „Agacie”. W Gdyni mieliśmy czas na rybkę. Tu warto wspomnieć, że tata nie lubi w ogóle ryb, jednak dał się namówić na tilapię. Pani Iza została oficjalnie ogłoszona MAMĄ WYJAZDU. Najedzeni pojechaliśmy do Gdańska na Rynek pospacerować i oczywiście zrobić sobie fotkę z Neptunem, bo bez tego wizyta w Gdańsku byłaby nieważna. Kolejny dzień zaczął się od spakowania i przejazdu do Łeby. Po drodze na życzenie Maciusia odwiedziliśmy Centrum Nauki „Experyment” w Gdyni. Zabawa była przednia! Dzieci poznały sekrety nauki, przyrody, optyki i za nic nie chciały ruszać dalej. Dopiero perspektywa lodów i gofrów przekonała ich do dalszej drogi. Do Łeby wyruszyliśmy późnym popołudniem, gdzie po przyjeździe poszliśmy się rozgościć w nowy miejscu. Tu znowu naszła nas ochota na rybkę. Znaleźliśmy knajpkę o uroczej nazwie „Złota rybka”, gdzie skusiliśmy się na łososia bałtyckiego z grilla. Zaserwowano nam przepyszną rybkę, którą nawet tata zjadł aż mu się uszy trzęsły. Po obiadku obowiązkowo plaża. Mimo zimnej wody nasze dzieciaki szalały szczęśliwe po plaży i goniły się w wodzie. Maciek piszczał z radości i pierwszy raz od ponad roku, kiedy zachorował biegał i zginał nogi w kolanach. Aż nie mogliśmy uwierzyć ile radości i siły dało mu morze. Gonił się z siostrą i łapał fale. Wybawiły się dzieciaki, że hej. Szalały po plaży aż do przepięknego zachodu słońca. Wypoczęci i zrelaksowani zjedliśmy kolację i już czekaliśmy co przyniesie kolejny – szkoda, że ostatni dzień. Tego dnia po śniadanku spakowaliśmy się i Maciek zadecydował, że koniecznie musimy iść jeszcze raz na plażę. Mimo, że woda była zimna (9 stopni), to dzieciaki szalały z wielką radochą w wodzie. Żal było wracać do domku. Droga powrotna choć dość długa minęła spokojnie, a tata miał dodatkowy bonus, gdyż mógł poprowadzić Iskierkowóz. Wszystko co dobre szybko się kończy, ale długo będziemy wspominać tą wspaniałą przygodę, a setki zrobionych zdjęć umilą niejeden zimowe wieczory.
Dziękujemy Fundacji Iskierka i firmie Czajka–Auto za zorganizowanie tak cudownego wyjazdu. I oczywiście Pani Izie za spędzony z nami czas i wytrzymanie z naszą szaloną gromadą.
Rodzina Ślosarczyk

Trójmiejska przygoda była możliwa dzięki wsparciu partnera projektu: firmy Czajka – Auto Sp z o.o., Dealera Toyoty.

LOGO_Czajka-Auto