KIEDY OSTATNI DZWONEK SZKOLNY OZNAJMIA KONIEC ROKU SZKOLNEGO,
NIE OZNACZA TO NIC INNEGO, JAK TYLKO TO, ŻE WRESZCIE NADESZŁY WAKACJE.
WAKACJE, O KTÓRYCH MARZY KAŻDY,
MAŁY I DUŻY…
 

Obozy, które odbyły się w Rzędkowicach na Jurze Krakowsko-Czestochowskiej, były nie tylko wspaniałym wypoczynkiem dla małych pacjentów, ale również doskonałym czasem wakacji dla ich rodziców. W otoczeniu urokliwych skałek oraz łagodnych koni, udało się zorganizować aż dwa niesamowite obozy, w których wzięły udział dzieciaki z zabrzańskiej Kliniki wraz ze swoimi rodzicami. Pierwszy z nich odbył się od 31 lipca do 7 sierpnia 2005 r., oczywiście pod fachową opieką instruktorów. Głównymi atrakcjami w czasie tych wakacji była bowiem wspinaczka skałkowa i jazda konna. 

Nawet ci, którzy twierdzili, że „konia nie dotkną” stali się wytrwałymi jeźdźcami. Podobne emocje towarzyszyły wspinaczce skałkowej. 

Były też inne atrakcje. Bilard, zabawa w kalambury oraz pływanie albo w dmuchanym basenie, albo w jeziorze. Kiedy słońce chowało się za horyzontem spędzaliśmy czas ze śpiewem przy ognisku z kiełbaskami, albo na zamku w Ogrodzieńcu spotykaliśmy się z duchami. Pewnego razu udało nam się nawet dotknąć chmur w dosłownym tego słowa znaczeniu, ponieważ wznieśliśmy się na prawdziwym balonie pod samo niebo… 

MINĄŁ PIERWSZY OBÓZ, PEŁEN WSPANIAŁYCH PRZEŻYĆ I PRZEDE WSZYSTKIM CUDNYCH WSPOMNIEŃ..
ROZPOCZĄŁ SIĘ DRUGI – NIBY PODOBNY, A JEDNAK INNY
ZNOWU PRZEŻYLIŚMY COŚ NAPRAWDĘ WSPANIAŁEGO,
BO TAK JEST ZAWSZE, GDY LUDZIE DZIELA SIĘ SOBĄ,
GDY W TO, CO ROBIĄ, WKŁADAJĄ PO PROSTU SERCE…
 

Pierwszy obóz skałkowo – hipoterapeutyczny w Rzędkowicach zakończył się tak naprawdę płaczem. Płakały dzieciaki, że to już koniec tej wspaniałej przygody, płakali rodzice, którzy na nowo odkryli, czym jest szczera rozmowa, o tym, co cieszy i co boli. Płakali też opiekunowie, zachwyceni niesamowitym spotkaniem – świętem obecności, w którym mogli uczestniczyć. A już niespełna miesiąc później w tym samym miejscu, podobne emocje, choć inne dzieciaki i inni rodzice. Czar miejsca, czy cud spotkania z drugim człowiekiem, z naturą, z przygodą. Podobnie jak na pierwszym obozie znowu skałki, znowu konie, ogniska, śpiew, zabawa. Jednym słowem po prostu wakacje… 

Gdy jedni jeździli konno, albo wspinali się na ściance, inni w tym czasie wypoczywali, albo „chodzili” na nartach. Chociaż nie udało nam się wybrać do zamku, to jednak – zamek wybrał się do nas. Przyjechali prawdziwi rycerze, żeby nam pokazać, jak wyglądała rycerskie życie. Nie było łatwe, a przede wszystkim było „ciężkie”- ważyło ok. 35kg! 

Obóz ten oprócz wypoczynku poza szpitalnymi murami, dostarczył dzieciakom wielu wrażeń, a rodziców przekonał, że nawet z chorym dzieckiem można wakacje spędzać aktywnie.