„Turnus w Zalesiu, w którym uczestniczyłam razem z mamą pozostanie długo w mojej pamięci. Mieszkałam w przecudnym domu otoczonym przepięknym ogrodem, a śpiew ptaków był codziennym dodatkiem do niezapomnianych chwil. Cala grupą jeździliśmy na wycieczki rowerowe, czytając nazwy alejek czułam się jakbym przeniosła się w czasie i znalazła się w jednej z bajek, które opowiadała mi mama. Ulubionym naszym miejscem była piwnica, gdzie można było robić różne rzeczy. Miło wspominam wycieczkę do Warszawy, która skończyła się wielkim obżarstwem picco-mania. Chciałam tez wyróżnić nasze mamy za udział w karaoke. Fajnie się wszyscy bawiliśmy. Każda sekunda spędzona w Zalesiu pozostanie w naszych sercach. Będę czekać z niecierpliwością na następny wyjazd.

Dziękujemy Iskierce, Fundacji Spełnionych Marzeń, naszej Mariolci, Kredzi, Ewelinie. Było super!!!!!”

Klaudia Noszczyk

„Po długim pobycie w szpitalu 13 kwietnia 2008 wyruszyłyśmy na podbój Zalesia, o którym słyszałyśmy tyle dobrego i na reszcie mogłyśmy zobaczyć jak tam jest. Zalesie przywitało nas piękna pogodą. W Domu Spełnionych Marzeń czekali na nas Państwo Osuchowie, Kredka, Ewelina i pyszny obiad. Potem zostały nam przydzielone pokoje. Dostałyśmy turkusowy pokój z ogromnym turkusowym łóżkiem, w którym miałyśmy przyjemność spać 

Po krótkim obejrzeniu domu wyruszyliśmy na wycieczkę rowerowa po pobliskim lesie. Następny dzień był również wyjątkowy. Odbyły się zajęcia z jogi, a grom i zabawa na świeżym powietrzu przy pięknej pogodzie nie było końca. Po południu zrobiliśmy jeszcze jedną wycieczkę rowerową nad jezioro. Gdy zmęczeni wróciliśmy z wycieczki czekał na nas pyszne jedzenie z grilla. Na koniec dnia jeszcze jedna niespodzianka- przyszła do nas pani manicurzystka i pomalowałam nam paznokcie. Wieczorem było wspólne śpiewanie, czyli karaoke. Było przy tym dużo śmiechu i zabawy. 

We wtorek zabrano nas do stadniny koni i czekał na nas przepiękny koń Bratek. Każdy miał okazję przejechać się na nim. Po południu pojechaliśmy do pubu Stefana z „M jak Miłość”. Potem w cukierni naprzeciw baru każdy kupił sobie gałkę lodów i kupon w toto lotka niestety nikt z nas nie został milionerem. W środę z niecierpliwością czekaliśmy na gości zapowiadanych od początku naszego pobytu. A tymi gośćmi byli Olga Borys ze swoim partnerem z lodowiska Sławkiem Borowieckim. Olga jest bardzo otwarta i wesołą osobą, miło spędziliśmy razem czas. Po południ Kredka organizowała zajęci plastyczne. Wieczorem nasze mamy jak zwykle zagrały partie remika. 

Następnego dnia, gdy reszta obozu smacznie spała, my musiałyśmy wstać i ruszyć do Warszawy do szpitala przetoczyć płytki. Gdy odsiedziałyśmy swoje i wypisali nas ze szpitala dołączyłyśmy do wycieczki. Z całą grupą zwiedzałyśmy starówkę jadąc kolejką. Nasza grupa zwiedzała także Pałac Kultury i Złote Tarasy. Na koniec wycieczki poszliśmy na obiad do Pizzy Hut. W piątek od rana mamy przygotowywały pożegnalna kolację a dla nas pani Magda miała dla nas fantastyczna niespodziankę- postanowiła nas nauczyć tańczyć salsę. Szło nam bardzo dobrze więc ułożyliśmy układ taneczny który pokazaliśmy wieczorem naszym gościom czyli Pani Małgosi i  Panu Tomkowi oraz Magdalenie Strużyńskiej. Salsa wyszła wspaniale a gwiazdą tego pokazu był nasz kolega Adrian. Po kolacji wręczyliśmy podziękowania za tak wspaniały tydzień i pożegnaliśmy się. Wszystkim było bardzo smutno, że nasza przygoda dobiega końca. W sobotę od samego rana wszyscy się pakowali a o godzinie 11 musieliśmy wracać do domu. Był to wspaniały tydzień i żal było wracać do rzeczywistości. Dziękujemy tym, którzy przyczynili się naszego tak wspaniałego wypoczynku.”

Dominika i Jola

„Witam….poniżej opisuję pokrótce moje przeżycia z wyjazdu do Zalesia Górnego.
W dniach 13.04-19.04 wyjechałem do Zalesia Górnego z dziećmi z Kliniki Hematologii w Zabrzu i Chorzowie. Podróż ogólnie nie była męcząca, ponieważ mieliśmy bardzo fajnego i bezpiecznie jadącego kierowcę. Po przybyciu na miejsce od razu zasiedliśmy do stołu i jedliśmy pyszną zupę ogórkową przygotowaną przez panią Mariolę ;)mmmmm ;)…Następnie opiekunowie przydzielili nam pokoje i oprowadzili po budynku. Po wszystkim mieliśmy trochę czasu na wypakowanie swoich rzeczy i oswojeniem się z nowym miejscem i otoczeniem, ale z tym to nie było żadnych problemów. Państwo Osuchowie przedstawili nam warunki, które mieliśmy przestrzegać w budynku jak i po za nim…, ale niestety przez nas zrealizowane  tylko po części :):)(śmiech). Bardzo podobała mi się atmosfera, jaka tam panowała, ucieszyły mnie przyjazdy niezapowiedzianych gości oraz podobała mi się kuchnia….no i oczywiście nasze kucharki :):)bez nich to normalnie nie wychodziłbym z pełnym brzuchem z salonu…no może był wyjątek gdy gość przyjechał do nas to wtedy musiałem się poświęcić i…..nadrabiać na płatkach Nesquik :):):):):):):):):):):):):):)::):) Bardzo bardzo bardzo mi się podobało. Na samym końcu chciałbym podziękować w szczególności państwu Osuch, że tak miło i ciepło nas przyjęli, pani Marioli, która tak dobrze się nami opiekowała, pani Magdzie, dzięki której nic nam nie zabrakło i wiele innym osobom, które wprowadzili w nas tyle miłości, ciepła i spełnienia marzeń. Dziękuję.”

Adrian Orzoł z Kliniki w Zabrzu :):):):):):):)

P.S. Następnym razem jak pojadę to też napiszę ;);)