” Droga Iskierko! Nazywam się Karolina Siudzińska i mam 14 lat . Byłam wesołą i uśmiechniętą dziewczyną do czasu, kiedy dowiedziałam się, że mam nowotwora kości. Szybko trafiłam do szpitala w Katowicach i niedawno rozpoczęłam leczenie. Załamałam się, było mi smutno, na nic nie miałam ochoty. Pewnie do dziś tak bym się czuła, gdyby nie Pani Ewa . Ona pomogła mi podnieść się z tego wielkiego upadku. Dużo rozmawiałyśmy o tym, że nie warto zadręczać się tym co jest, tylko myśleć konstruktywnie. Za radą Pani Ewy postanowiłam, że napiszę opowiadanie, które jest zupełnie odległe od tego co dzieje się teraz w moim życiu. Bardzo mi to pomogło. Chciałam podzielić się tym opowiadaniem z Fundacją Iskierka o której Pani Ewa mi opowiadała. Ta historia dopiero się zaczyna. Chciałabym móc przesyłać Wam kolejne odcinki. Co Wy na to ? Czekam na odpowiedź z niecierpliwością :)” . Karolina 

Nam bardzo się spodobał pomysł Karoliny i jej opowiadanie. Będziemy zatem publikować kolejne części na www iskierki. Dziś zapraszamy na spotkanie z pierwszą częścią przygód Kaji – bohaterki tej poruszającej historii. Z niecierpliwością czekamy na kolejne rozdziały…



Zachłyśnięta promiennością tęczy



Wieczór. Deszcz delikatnie pukał do szyb i dopukał się też do mnie. Wstałam, popatrzyłam w szarą szybę i zobaczyłam jak liście tańczą namiętne tango w takt wiatru, ludzie kryją się pod pelerynami . „Nawet żaden pies nie szczeka” – pomyślałam . Zasmuciłam się, ponieważ Paweł nie przyszedł do mnie. A przecież obiecał, mówił, że mu zależy, że w końcu porozmawiamy … Wzięłam do ręki telefon i raptem w parę sekund wystukałam wiadomość:

Czy coś się zmieniło ?

Mogłeś mnie uprzedzić, że znowu masz „mecz z chłopakami”
Dobrze, że na Tobie mój świat się nie kończy.

Kaja.

Włączyłam płytę Moniki Brodki i usiadłam na moim hamaku. Nogi same zaczęły się poruszać w rytm piosenki. Na chwilę odpłynęłam w świat marzeń, kolorów, gdy nagle za ścianą usłyszałam krzyk . To znowu mój ojczym awanturował się z mamą, bo nie zostawiła mu pieniędzy na „zakupy”. Alkoholik jeden! Jak on w ogóle śmie?! Nie dość, że nie pracuje to jeszcze żąda pieniędzy od mojej mamy, jedynej utrzymanki tego domu! Byłam wściekła, trzasnęłam w odtwarzacz CD i zasłoniłam uszy. Bałam się na całego. Przez myśl przemknęło mi nawet, żeby zadzwonić na policję, ale przypomniałam sobie jak to ostatnio było. Nie chcę zobaczyć mamy drugi raz posiniaczonej…

Po pół godzinie krzyki ucichły, Radek (ojczym) wyszedł z domu, a ja poszłam spać. Oczywiście z nadzieją, że jutro będzie lepiej i że przestanie padać deszcz …Obudziłam się około szóstej nad ranem. Za oknem słońce usiłowało przebić swe promienie przez chmury. Ubrałam się, umyłam, związałam włosy w „kitkę”. Nie chcąc obudzić mamy, nie weszłam do kuchni by zrobić sobie śniadanie. Wpadłam za to na pomysł, że po drodze do szkoły kupię sobie drożdżówki. „Zaraz , gdzie ja dałam mój portfel …” – rozmyślając grzebałam i grzebałam z marnym skutkiem. Nagle przypomniało mi się, że zostawiłam go w drugim plecaku, plecaku na treningi. Otworzyłam by sprawdzić ile mam pieniędzy, gdy z portfela wypadła mi kartka  zaskakującej treści:

Przepraszam Kaja, ale mam mnóstwo nauki, więc dzisiaj nie pójdę z Tobą na tenisa. Nie dzwoń do mnie. Patryk .

„Ah! Co on sobie myśli?! Za jaką mnie ma?! Przecież on na samych dwójach przeszedł! Jaka nauka?! W ogóle czemu mi napisał kartkę i schował do portfela?! Oj kuzynku, przegiąłeś, mogłeś normalnie zadzwonić ”- pomyślałam i ogromnie wzburzona wyszłam z domu. Policzki piekły mnie ze złości, w oczach miałam łzy . Mając trochę więcej czasu postanowiłam, że pójdę okrężną drogą, która prowadzi przez park . Przysiadłam na ławce i zobaczyłam kłócącą się parę. „No tak kochana, oni wszyscy są tacy sami. Ale nie warto tracić na nich swoich łez. W końcu to do tanga trzeba dwojga a do szczęścia – niekoniecznie …”

***

-Kaja gdzie byłaś całe popołudnie?! Potrzebowałam Cię! Miałyśmy pojechać do supermarketu i zrobić większe zakupy! Sama nie dam rady przynieść tyle siatek!
– Mamo, może dasz mi coś powie…
– Łazisz całymi dniami po centrach handlowych a w domu tylko ja sprzątam, gotuję, piorę, prasuję! Masz piętnaście lat, a nie potrafisz nawet włączyć pralki!
– Jak to nie?! Mamo,  przecież wczoraj …
– Kaja zachowujesz się nieodpowiedzialnie. Kiedy ostatnio zmieniłaś kotu kuwetę? Kiedy ostatnio odwiedziłaś swoją jedyną babcię? Nie interesujesz się kompletnie niczym. Zawiodłam się na Tobie i to nie pierwszy raz, przecież wiesz. 
-Mamo, a może…
-A w szkole podejrzewam, że też nie idzie ci nauka. Myślę, że po tej rozmowie coś wywnioskujesz. A od teraz masz karę na wszystko co przyjemne: komputer, telewizor, wychodzenie z twoimi przyjaciółmi.
– Ale to nie fair!
– Pozwól, że ja zadecyduje co będzie sprawiedliwe. Idź do swojego pokoju Kaja, na dzisiaj mam już dosyć.

Poszłam do pokoju i usiadłam na łóżku. Co ja mam wywnioskować? Po jakiej ROZMOWIE? Przecież to nawet nie była jakakolwiek dyskusja! To mama wyłożyła na stół swoje zarzuty przeciwko mnie i zażądała ich przemyślenia! I co ja mam teraz zrobić? Odkurzam co dwa dni, zmywam po każdej kolacji, a kotu kuwetę zmieniałam trzy dni temu ! I może okay, byłam umówiona z mamą na zakupy, ale to, że raz nie przyszłam bo zwyczajnie ZAPOMNIAŁAM, chyba raz może się zdarzyć?! Świat przez to nie ucierpiał, a promocja na ten proszek o którym mama ciągle opowiada będzie też jutro aktualna! Nie wiem czemu na mnie nakrzyczała, może na serio puściły jej nerwy, ale zarzucanie mi nieprawdy typu „nie umiesz włączyć pralki” nie jest w porządku. Chciałabym jej to wytłumaczyć na spokojnie, ale ona nie chce mnie słuchać. Chyba jutro sama pójdę na te zakupy i jak coś to wezmę Bartka, mojego sąsiada do pomocy. A na przeprosiny kupię jej jakieś czekoladki czy coś.

***

Obudziłam się wcześnie rano i dotarło do mnie, że dzisiaj jest piątek i że mam sprawdzian z fizyki do którego (jak zawsze) jestem nieprzygotowana. Myślałam nad bólem głowy, nad pójściem do dermatologa, nad opieką młodszego brata (którego nie mam), ale każda ta wymówka zdawała mi się tak przereklamowana, że nie uwierzył by w nią nawet nasz bibliotekarz, pan Heniu, a wszyscy wiemy jak zakręceni są bibliotekarze. Tak więc wstałam specjalnie prawą nogą i pomyślałam, że mimo wszystko będzie dobrze i mama nie dowie się o kolejnej dwói z fizyki. Teraz i tak mam z nią na pieńku po wczorajszej „kłótni”, więc nie wiem jak będzie.

Była szósta trzydzieści pięć. Z pokoju obok dobiegały odgłosy głośnego pochrapywania, więc domyśliłam się, że mama jeszcze nie wstała. Zerknęłam na pokój Radka, ale tam było pusto. Jak od trzech dni…Postanowiłam, że zrobię mamie kawę z mlekiem na dobry początek dnia. Sama wymknęłam się po cichu z mieszkania jedynie z batonikiem w kieszeni. Idąc ulicą Konstantego, spotkałam aż sześć osób z mojej klasy, które szły do centrum handlowego. Urwali się ze sprawdzianu i znając życie, z całego dnia zajęć lekcyjnych. W pewnej chwili ze strachu przed testem chciałam do nich dołączyć, ale pomyślałam zaraz o mojej karze, o kłótni z mamą i o tych zakupach. Gdyby się dowiedziała, że wagarowałam, nieźle by mi się oberwało. Szłam powoli, bo czas mi na to pozwalał. „Na dojście do szkoły potrzebuję dziesięć minut, a wolnego czasu mam pół godziny. Wskoczę na ciepłą herbatkę do kawiarni- pomyślałam i tak też zrobiłam. Weszłam do kawiarni, która nazywała się „U Cecylii” i zdjęłam kurtkę. Było dość pusto. Przy stoliku siedziała pani w fioletowej opasce, a obok niej łysawy pan w krawacie o tym samym kolorze. Prowadzili jakąś bardzo ważną dyskusję i widać było, że przedstawiane przez każdego z nich argumenty były niemal nie do podważenia. W pewnym momencie nawet myślałam, że pani wstanie i zacznie krzyczeć na tego pana z łysiną. Myliłam się. On złapał ja za rękę i szepnął coś do ucha. Od razu się uspokoiła. Zamówiłam herbatę i usiadłam trzy stoliki z dala od nich, by mogli rozmawiać bez obaw, że ktoś ich podsłucha. Wyciągnęłam zeszyt z fizyki i coś próbowałam wkuć. „Siła wypadkowa to siła… Siła wypadkowa…” myślałam i myślałam, ale nic z tego. Co chwila musiałam zaglądać do zeszytu, bo inaczej nie wypowiedziałabym nawet pełnego zdania.

-Uczysz się tuż przed lekcją? – usłyszałam jakiś nieznajomy, ale ciepły głos.
-Yy…aha…- bąknęłam w odpowiedzi. Przede mną stał wysoki, szczupły brunet z zielonymi oczami. Uśmiechał się, a w ręku trzymał moją herbatę.
– A czego się uczysz? – spytał, przysiadając się do mnie.
– Fizyki, ale coś mi nie idzie. A kim Ty w ogóle jesteś?
– Nazywam się Kamil. Sorry, że się nie przedstawiłem. A to Twoja herbata.
– Dzięki. Ja jestem Kaja. Pracujesz tu ?- spytałam, ale od razu wzięłam herbatę do ust, bo tak nagle dziwnie zaschło mi w gardle.
– Tak … Trochę tu, a trochę na stacji benzynowej. Ale podszedłem do Ciebie w innej sprawie. Wiesz, bo mam wrażenie, że kiedyś się spotkaliśmy. A dokładnie dwa lata temu. Ty nie odczuwasz takiego wrażenia?
– Nie …
– A to nie Ty byłaś dwa lata temu w Zakopanem i miałaś wypadek?
„Ja byłam w Zakopanem…no, dwa lata temu ale … tak, tam zdarzyła się ta tragedia, ale ja byłam na szczęście w chatce z mamą…”
– Ej Kaja?
– Słucham?
– Zamyśliłaś się… Prawie pięć minut minęło od mojego ostatniego zadanego pytania.
– Przepraszam, ja …
– Nie to ja przepraszam, nie powinienem pytać o takie rzeczy. To Twoja prywatna sprawa. 
– Nie, nic się nie stało, po prostu chodzi o to, że…
– Kaja! Fizyka za pięć minut! Albo biegniesz, albo będzie źle! – usłyszałam głos Bartka, tego sąsiada zza szyby kawiarni.
– Już idę!- krzyknęłam i zostawiłam 5 zł na stoliku i Kamila, z którym nawet się nie pożegnałam. A w głowie miałam historię z Zakopanego, nie fizykę …

***