tottota.jpg

"W ramach projektu Toyotą w świat nasza rodzinka pojechała nad morze. Marysia marzyła o tym od dawna i kiedy w końcu nadszedł czas wyjazdu, jej podekscytowanie udzieliło się wszystkim.
Przygoda rozpoczęła się rankiem 16.08.2012 r. W Chorzowie czekał na nas Michał – nasz opiekun, kierowca i towarzysz podróży. Wyruszyliśmy w doskonałych nastrojach, chociaż perspektywa wielu godzin spędzonych w samochodzie trochę przerażała. Za oknem zmieniał się krajobraz, a my z każdym kilometrem zbliżaliśmy się do celu.

Michał okazał się całkiem niezłym kierowcą i w Sopocie byliśmy już po godzinie 17.00. W hotelu Villa Aqua zostawiliśmy bagaże i poszliśmy na plażę. Marysia z Filipem patrzyli na morze bez słów – byli zachwyceni. Postanowiliśmy po prostu iść przed siebie brzegiem morza i w ten sposób doszliśmy aż do mola. Cudnie było czuć pod stopami piasek i wodę, która muskała nasze nogi. Do hotelu wracaliśmy uliczkami Sopotu i dopiero wtedy dotarło do nas, jak daleką drogę przeszliśmy. Kolację jedliśmy późno – była pyszna i zakończyła jakże udany dzień. Następnego dnia, po wyśmienitym hotelowym śniadaniu, postanowiliśmy trochę pozwiedzać. Najpierw pojechaliśmy do Gdańska. Był spacer po urokliwych uliczkach miasta i przejażdżka pojazdem elektrycznym. Przewodnik w
interesujący sposób opowiadał nam o zabytkach Gdańska, pokazywał miejsca ważne dla miasta i wplatał w swoją opowieść ciekawostki, których pewnie nie znajdziemy w przewodnikach. Kościół Mariacki zadziwił nas swym ogromem. Nawet Marysia pokonała ponad 400 schodów wieży, żeby potem podziwiać Gdańsk i okolice z platformy widokowej. Nie obyło się też bez pamiątkowego zdjęcia z Neptunem. Mogliśmy jechać dalej. W Gdyni zwiedziliśmy port i oczywiście oceanarium. Marysia kocha zwierzęta, wszystkie bez wyjątku, więc wodni mieszkańcy z całego świata – w dodatku w takiej ilości – musieli zrobić na niej wrażenie. Długo chodziliśmy po salach podziwiając piękno wodnego świata i niesamowitą żywą rafę koralową. Kiedy wróciliśmy do hotelu Michał miał dla nas jeszcze jedną niespodziankę - szaleństwo w parku wodnym. Nie mógł zrobić większej przyjemności Marysi, która przez wiele miesięcy o basenie mogła tylko marzyć. Zasypialiśmy zmęczeni, ale szczęśliwi. I ciekawi, co przyniesie kolejny dzień. Przedostatni dzień pobytu nad morzem rozpoczęliśmy spacerem po sopockim molo. Kiedy już pamiątkowe zdjęcia były zrobione, mogliśmy pojechać na Hel. Na miejscu okazało się, że trwa tam swoista Parada Historii – D -Day Hel 2012-rekonstrukcja wydarzeń z 1944r.( lądowanie wojsk alianckich w Normandii). My trafiliśmy na inscenizację główną. Dodatkową atrakcją była możliwość oglądania mundurów historycznych i pojazdów wojskowych z okresu II wojny światowej. Kiedy już lekcję historii mieliśmy za sobą, zdecydowaliśmy się na rejs szybką łodzią motorową. Frajda była ogromna, maluchy bardzo dzielne i uszczęśliwione. Na koniec zostawiliśmy sobie fokarium. Dzieci z wielkim zainteresowaniem śledziły foki, które nie zwracały uwagi na zwiedzających. Ostatni dzień pobytu nad morzem – śniadanie, pakowanie rzeczy i plaża. Pogoda była piękna, woda na tyle ciepła, że wszyscy zdecydowaliśmy się na kąpiel. Dla Marysi kąpiel okazała się przełomowa – poczyniła znaczne postępy w nauce pływania. Smutne było pożegnanie z morzem, ale musieliśmy wracać. Wracaliśmy pełni wrażeń, Marysia z wielką pluszową foką, którą przytulała przez całą drogę powrotną. Dziękujemy wszystkim, dzięki którym mogło się spełnić marzenie naszej córeczki. Dziękujemy Michałowi za jego takt, poczucie humoru, moc atrakcji i sprawną organizację. Dziękujemy!"

Rodzina Gołek