Marzeniem Zosi od dłuższego czasu było zobaczyć morze. Po zakończeniu intensywnego leczenia w szpitalu,chcieliśmy spełnić jej życzenie i dzięki projektowi „Z Toyotą w Świat” stało się to możliwe. Już na wiele dni przed planowanym wyjazdem Zosia nie potrafiła mówić i skupić się na dłużej na czym innym niż wyjazd nad morze. Każdego dnia zadawała dziesiątki pytań dotyczących planowanej podróży i widoku morza i plaży. Gdy chcieliśmy jej pokazać zdjęcia znad Bałtyku odmawiała mówiąc, że woli mieć niespodziankę. W końcu nadszedł upragniony 15 września.

ArchiwumFundacjiIskierka1060477

Z samego rana razem z  Panią Martyną wyjechaliśmy do Łeby. Chociaż podróż trwała cały dzień można powiedzieć, że minęła szybko i bezproblemowo. Pięcioletnie dziecko co prawda nie potrafi usiedzieć tak długo na miejscu, ale dwa krótkie postoje i zamontowany w samochodzie odtwarzacz DVD, na którym można było wyświetlić ulubione bajki Zosi, sprawiły, iż „marudzenie” było nam całkowicie obce. Wieczorem, od razu po dotarciu do celu i zakwaterowaniu, poszliśmy zobaczyć morze, które było niespełna 5 minut drogi od hotelu.

ArchiwumFundacjiIskierka1060516

Bardzo trudno jest tu opisać reakcję dziecka na widok morza. Dorosły człowiek widząc ten potężny bezmiar wzburzonego żywiołu zamiera na moment, mimowolnie czując respekt. Dziecko przeżywa wszystko mocniej i dosadniej. Zosia na widok morza zastygła w bezruchu, by po chwili szepnąć cicho „Wow, nie wiedziałam, że to będzie tak wyglądać. Nie umiałam sobie tego wyobrazić, jak mi tłumaczyliście”. W jej oczach lśnił zachwyt. Dopiero po chwili zdołała przenieść wzrok na piaszczystą plażę i znów z zachwytem szepnąć: „Tatusiu… ja nie wiedziałam, że tu może być tak dużo piasku”. Po tych wrażeniach udało nam się jeszcze przespacerować plażą i wrócić na pokoje. Na środę mieliśmy zaplanowane zwiedzanie jednej z największych piaskownic w Polsce, czyli Ruchome Wydmy w Łebie.

ArchiwumFundacjiIskierka1060626

Dla zaoszczędzenia energii na dalsze atrakcje na miejsce dotarliśmy elektrycznym minibusem. Nie spodziewaliśmy się, że po ujrzeniu morza i plaż ruchome wydmy wywrą na Zosi tak wielkie wrażenie, ale ogromne piaskowe góry zachwyciły ją w stopniu nie mniejszym niż widok morskich fal poprzedniego wieczora. Największą atrakcją dla dziecka była możliwość turlania się z gór piachu. Mimo ogromnego wysiłku jaki Zosia musiała włożyć we wspinanie się na wydmy, wręcz wbiegała po zboczach tylko po to, by w chwile później staczać się ze śmiechem w dół. Te piękne chwile będziemy pamiętać bardzo długo. Dla mnie był to tak naprawdę pierwszy moment od prawie roku, kiedy patrzyłem na swój mały skarb bez wiszącego nad głową piętna choroby i czekających jeszcze długich miesięcy niepokoju i rekonwalescencji. Ten dzień i cała reszta wycieczki pozwoliły odżyć i odzyskać choć odrobinę radości życia nie tylko Zosi, ale również nam, jej rodzicom. Po zabawach na wydmach wybraliśmy się na pobliską plażę, która tego dnia była pełna wyrzuconych przez fale meduz. Stworzenia te bardzo zaciekawiły Zosię. Nawet wymyśliła własną nazwę tego miejsca: „Meduzowo”. Po wydmach przyszła pora na obiad, oczywiście  z rybką jako daniem głównym i wieczornej zabawie na plaży. W trzeci dzień podróży, jeszcze przed śniadaniem rozpoczęła krótka zabawa w robienie babek z piasku.

ArchiwumFundacjiIskierka1060546

Następnie odbyliśmy rejs stylizowanym na  żaglowiec statkiem „Gryf”. Zosi bardzo podobał się widok oddalającej się plaży i malejącego portu. Na morzu kapitan pozwolił Zosi przejąć na chwilę ster, a nawet założyć czapkę kapitańską. W dalszej części rejsu Zosia świetnie bawiła się armatą i udawała, że strzela do innych statków. Rejs trwał prawię godzinę, która dosłownie upłynęła w mgnieniu oka. Prosto z pokładu „Gryfa” ruszyliśmy do  Parku Labiryntów, gdzie Zosia z tatą zostawili w tyle mamę i panią Martynę w wyścigu, kto pierwszy pokona labirynt. Dziecko śmiało się w głos słysząc nawoływania zdesperowanej mamy nie mogącej znaleźć drogi do wyjścia.

Po chwili jednak chciała wracać do pań bojąc się, że faktycznie pobłądziły. Tego samego dnia odwiedziliśmy jeszcze fokarium, gdzie podziwialiśmy prawdziwe show z fokami w roli głównej. Zosia nie mogła oderwać wzroku od zwierzęcia o imieniu Luba, która pokazywała różne sztuczki. Niezwykłym przeżyciem były też ogromne akwaria z prehistorycznymi morskimi stworami oglądanymi przez okulary 3D oraz statek na wspak – czyli do góry dnem. Co ciekawe, jako że było już po sezonie, mieliśmy cały Sea Park Sarbsk dla siebie, więc Zosia mogła nawet pobawić się na opustoszałych placach zabaw i w „małpim gaju”, z którego nie udałoby nam się jej wyciągnąć gdyby nie fakt, że zamykano już obiekt.

Ostatniego, czwartego dnia pożegnaliśmy morze i wyruszyliśmy z powrotem na Śląsk. Również tym razem podróż minęła bez komplikacji.Serdecznie dziękujemy firmie Czajka – Auto Sp. z o.o. oraz Fundacji ISKIERKA za zorganizowanie wspaniałego wyjazdu. W szczególności zaś Pani Martynie Pawelec za mile spędzony czas. Po ośmiu miesiącach praktycznie bez przerw spędzonych w szpitalu te kilka dni odpoczynku i wakacyjnej atmosfery było potrzebne nie tylko dziecku, ale całej naszej rodzinie. Sami nie bylibyśmy w stanie, ani nie mielibyśmy odwagi zorganizować tak pięknych, małych wakacji.

PARTNER PROJEKTU:

tottota