Rejs po mazurskich jeziorach to już niestety przeszłość. Kto nie wiedział, co to znaczy zgrana ekipa mógł się przekonać podczas tego tygodniowego wyjazdu będącego wynikiem I edycji akcji „SŁOŃCE DLA ISKIERKI”. Wspólny projekt marki Kolastyna oraz sieci drogerii ROSSMANN pozwolił naszym podopiecznym odetchnąć od trudów choroby oraz przeżyć niezapomnianą przygodę.

Na dowód tego przeczytajcie relacje rodzin, które pojechały i popłynęły z nami.

Było fantastycznie!!! I nie są to przesadzone słowa. Bardzo nam się podobało! Przede wszystkim podobało się Jasiowi, który naprawdę delektował się chwilami spędzonymi na pokładzie naszej łodzi, pięknem zmieniającego się krajobrazu, wiatru we włosach czy pysznym spaghetti Cioci. Ale, ku mojemu zaskoczeniu, furorę robiło szorowanie pokładu i mycie naczyń w porcie – i to na pewno będą przeżycia na całe życie.Dzięki Iskierce te chwile na pewno zapadną na długo w Jasiową pamięć. Iskierka znów wniosła pełne garście pięknych chwil.To jest cudowne, że w takiej trudnej dla nas drodze idą z nami ludzie niosący radość, uśmiech i bardzo starają się oderwać nas od tej ciężkiej dla nas rzeczywistości. To bardzo ważne dla nas i cenimy to sobie ogromie! Iskierkowe dziewczyny były naprawdę niezastąpione w dzieleniu się pozytywną energią. Nie wspomnę o naszych Sternikach, którzy okazywali wiele czułości na każdym kroku.Dla nas Mam, myślę, że to również chwile niezapomniane.Dziękujemy serdecznie za ten darowany nam czas. Trudno byłoby samemu zorganizować tak wspaniałą wyprawę, a dzięki Wam Jaś i jego siostra mogli przeżyć super przygodę, zawrzeć nowe i pogłębić dotychczasowe znajomości (Toskania odcisnęła pierwsze cudowne “piętno”). Mogłabym jeszcze wiele pisać, m.in.o fajnej opiece Iskierek nad naszymi dziećmi, organizowaniu im zajęć, podczas gdy my Mamy miałyśmy chwilę na prześmieszne i bardzo wciągająco-emocjonujące gry, o cudownych piosenkach, które cały czas są na naszych ustach, o naszych zdobytych odznakach sternika, wiszących w centralnym miejscu w domu (czyli w kuchni na lodówce). Ale wiedzcie, że tak naprawdę każda chwila podczas tej wyprawy była po prostu świetna. Nie było miejsca na smutki, pozostały nam same dobre wspomnienia – i to jest na ogromna wartość. Uważam, że cel tej Iskierkowej wyprawy został osiągnięty. Nie tylko nasz chory Jaś, ale także jego siostra Zosia, a nawet Mama czyli ja, jesteśmy ogromie zadowoleni!
Życzymy Wam, abyście dalej mogli tak działać i uszczęśliwiać innych chorych, bo jest to ogromne wsparcie, którego cała Rodzina potrzebuje między standardowym trudnym leczeniem. Kto wie, może w przyszłym roku też nas zabierzecie, bo na pewno będziemy ubiegać się o miejsce.

Z pozdrowieniami
Jaś, Zosia i Dorota Orszułowie ;)

PS. Nie wspomnę o sterniku Księdzu Piotrze, który był głównym argumentem wyjazdu Jasia na Mazury. Piotr był niezastąpiony! A msza na łodzi…piękna i wzruszająca dla Jasia i chyba dla wszystkich Mam.

Osobiście ciężko jest coś tak od siebie napisać jak jeszcze jesteśmy pod wielkim Wrażeniem wyjazdu.Napisałam, ale tak od siebie, bo mój Maksiu powiedział, że ma wakacje i dość pisania opowiadań, więc mama się wykazuje. Jak tu opisać przygodę życia, bo dla mnie osobiście tak właśnie było. Po ponad dwóch latach leczenia udało nam się wyjechać na upragnione Mazury.Tam nas wszystko zaskoczyło: klimat, łodzie, a przede wszystkim ,z którymi przez tydzień stanowiliśmy drużynę. A więc czterech sterników, którzy swoim ciepłem i podejściem do drugiego człowieka przełamywali we mnie uczucie wyobcowania i niedowartościowania. Potrafili sprawić, że całą sobą cieszyłam się tym, że Jestem częścią tej Wielkiej Rodziny. Cztery Iskierkowe opiekunki, które swoim zaangażowaniem i uśmiechem zarażały dzieci i nas rodziców do zabaw i do tworzenia różnych rzeczy i oczywiście rodziców, którzy potrafili znaleźć wspólny język. Za to, że każdy z nas dawał coś dobrego, a co za tym idzie wspólnie się wszyscy dopełnialiśmy i cały ten nasz tydzień był taki WSPANIAŁY. Wyjazd ten uświadomił mi także jak bardzo mój syn wydoroślał, jak bardzo potrafi być samodzielny. Zobaczyć jego uśmiech, słyszeć jak super się z każdym dogadywał to radość dla mojego serca. Ten tydzień, Mazury, ludzie na zawsze pozostaną w naszych sercach i pamięci. Dziękuję, że mogliśmy tam być, że dane nam było doświadczyć takich wspaniałych wrażeń. Dziękuję każdemu z osobna, że stworzyliśmy tak wspaniałą atmosferę. Dziękuję za pozytywnie zakręconych sterników. Wasz śpiew jeszcze do tej pory słyszę. Za opiekunki, gdyby nie wy to nas by tam nie było. Dziękuję Fundacji za tak Wspaniałe dzieło za tyle Serca ile macie dla Naszych dzieci i rodziców. Spotkamy się 4 grudnia, bo my chcemy dalej być z WAMI :)

Maks i Kasia Czyjt

Cześć!

Małyski serdecznie pozdrawiają z burzliwej Studzionki. W końcu chwila przerwy w graniu w czółko(poznana dzięki naszej wspaniałej wolontariuszce Dominice) i czas gorących podziękowań dla wszystkich za zorganizowanie dla nas wspaniałej przygody i za opiekę w czasie pobytu.U nas w domu nadal śpiewa się poznane na Mazurach piosenki, a dziś najczęściej tą:”na Mazury,Mazury,Mazury…”. Wszystkim uczestnikom dziękujemy za stworzoną miłą atmosferę, za uśmiechy, żarty, wspólne granie, no i naszym super sternikom za co wieczorne koncerty. Naszemu sternikowi Piotrowi dziękujemy za anielską cierpliwość, życzliwość, pomoc i naukę podstaw żeglowania (byłyśmy nowicjuszami, więc nie miał lekko z trzema babami). Dobrze ,że nasza Dominika miała pojęcie o żeglowaniu. Tobie też dziękujemy za te „węzły”. Na Mazurach wszyscy zapomnieliśmy o dotychczasowych problemach, nawet woda w jeziorze nie była za zimna na pływanie. Dziękujemy wszystkim „Iskierkom” z Mariolą na czele za mazurską przygodę. Niech nigdy nie zabraknie Wam sił, zapału i samozaparcia w dążeniu do wyznaczonych celów. Jeszcze raz gorąco pozdrawiamy i do zobaczenia.

Bartek, Kacper i Dagmara Małys

Ahoj żeglarze z Mazur!

Słowa, które powinny się znaleźć i opisać to całe wydarzenie – rejs z ISKIERKĄ po Mazurach to – super! super! super! Każdy z nas ma wiele wspomnień z tego pobytu. Przygoda na 6+, przepiękne jeziora, super załogi na jachtach oraz bezpieczeństwo na 100% – wszystko się sprawdziło. Dawno nie mieliśmy wakacji z powodu choroby i to był nasz szalony wyjazd i nie żałujemy, każdy dzień był inny i wyjątkowy. Pogoda była różna, ale wszystko jak w przyrodzie ma swój urok. No i ten nasz dom – jacht. Z pozoru mały, a z czasem nabierał coraz większych rozmiarów, gdyż uczyliśmy się żyć w nim wspólnie, całą ekipą 10-osobową. Jak jedna rodzina zjadaliśmy wspólnie posiłki, śpiewaliśmy szanty. Nauczyliśmy się wiązać węzły, stawiać żagle i być pomocnym na jachcie. Szkoła życia. A przy okazji zdobyliśmy różne odznaki sprawnościowe. Każdy dzień był inny, odwiedziliśmy wiele portów i przemierzyliśmy wiele jezior. Ale w tym rejsie jedna rzecz jest bardzo ważna – wspierało nas słońce Iskierkowe, a „nasze” dzieci były uśmiechnięte, radosne, pełne energii do życia i za to serdecznie z całego serca organizatorom i wszystkim, którzy byli z nami na Mazurach – DZIĘKUJEMY!

Michał i Grażynka Wielgan