Kolejny wyjazd za nami. Tym razem spełnialiśmy marzenie 6-letniej Lenki, która mogła na wrocławską przygodę zabrać mamę i swych 2 starszych braci.  Dzięki wsparciu partnera projektu „Z Toyotą w świat” czyli firmy Czajka-Auto Sp. z o.o. mogliśmy zwiedzić prawie wszystkie atrakcje Wrocławia komfortowym samochodem.

czajka

Wyjazd Lenki Surmy i Rodziny do Wrocławia

Wyjazd odbył się od wtorku 27go do czwartku 29go czerwca br. We wtorek rano przyjechała po nas Pani Aneta- nasza opiekunka na najbliższe trzy dni. Komfortowo zapakowaliśmy się do pięknej Hybrydy od Toyoty. Z tyłu Lena, mama Leny-Ewa oraz brat Leny- Kuba. Z przodu za kierownicą Pani Aneta, a obok ja, starszy brat Leny-Maciek. Początkowo każdy zajął się swoimi sprawami. Kuba telefonem i muzyką w słuchawkach, Lena rysowaniem kotków i oglądaniem bajek a Ewa i ja rozmową z Panią Anetą. Po krótkiej przerwie na zatankowanie oraz posilenie się w dalszą drogę ruszyliśmy z nową energią… niestety nie dla wszystkich. Lena i Ewa odpadły do krainy snów, a Kuba jakby świata nie widział poza swoim małym świecącym prostokątem. Bardzo ucieszyło mnie, gdy mogłem puścić jakąś swoją muzykę w samochodzie przez kabel zamiast męczyć się przy radiu. Ta część trasy minęła mi najprzyjemniej, ponieważ okazało się, że z Panią Anetą mamy bardzo zbliżone gusta muzyczne i mogliśmy się wymienić opiniami na temat twórczości różnych artystów. Ponadto udało nam się razem wyselekcjonować ewentualnych artystów, których można zaprosić na Iskierkowy Koncert pod koniec roku!

57

 

Gdy przyjechaliśmy do Wrocławia od razu zdecydowaliśmy pojechać do Zoo. Ogromny teren pełen przeróżnych zwierzaków wprawił Lenkę w „małpi móżdżek” i chciała biegać od jednego do drugiego. Najbardziej podobały jej się wszelkiego rodzaju kotowate – nietrudno zgadnąć, że chodziło o jej zamiłowanie do kotków. Afrykarium po czasie strasznie małą znudziło, bo „wszędzie były tylko ryby”, ileż można! Tak więc wyruszyliśmy na poszukiwania kolejnych kotowatych. Udało nam się zdobyć specjalne pieczątki od Żbika i Rysia, co było chyba największą nagrodą dla małej. W Zoo spędziliśmy prawię połowę dnia, żeby wszystko obejść. Na sam koniec zaskoczyła nas burza. Ha! I to jaka, lunęło w momencie i zaczęliśmy uciekać do samochodu. Gdy już dotarliśmy lekko mokrzy, to obraliśmy kierunek na nasz hotel, żeby zostawić rzeczy i się odświeżyć przed kolacją. 

05

Hotel Tumski prezentował się świetnie. Piękny wystrój w środku, elegancko, schludnie. Jednakże restauracja która z nim współdziała, niestety nie miała nam do zaoferowania nic kuszącego. Szybko wynaleźliśmy w Internecie jakąś dobrą knajpkę w okolicy i pojechaliśmy. „Novocaina” mieszcząca się na Rynku przywitała nas kuchnią włoską. Lena postawiła na spahgetti w sosie pomidorowym, Kuba na spaghetti w sosie bolońskim, mama Ewa zjadła makaron rigatoni zapiekany z warzywami i sosem beszamelowym, Pani Aneta również zjadła zapiekany makaron, a ja klasyczną pizzę z szynką parmeńską, rukolą i parmezanem. Wszyscy się najedliśmy. Po powrocie do hotelu każdy miał czas dla siebie, żeby wypocząć przed  kolejnym dniem pełnym atrakcji. Jako, że w naszym mieszkaniu nie mamy wanny, to zrobiła się kolejka do wykąpania się, aby każdy miał czas się nacieszyć i zrelaksować. Jednak mimo to wszyscy zasnęliśmy prędziutko.

05a

Kolejny dzień upłynął aktywnie. Rozpoczął się od śniadania w restauracji hotelowej. W formie szwedzkiego stołu można było wybierać w tym, co się chce zjeść. Tym razem nie czuliśmy się zawiedzeni. Posililiśmy się i ruszyliśmy w drogę na Rynek. Na Rynku Lena rozpoczęła swoje poszukiwania kultowych krasnali wrocławskich. W czasie gdy dziewczyny szukały krasnali, ja i Kuba zaliczyliśmy wyprawę na sam szczyt Wieży Widokowej Kościoła Garnizonowego, co wcale nie było łatwy i przyjemnym oglądaniem widoczków, bo najpierw trzeba było się doczołgać na samą górę krętymi schodami. Mordęga. Ale warto. Widok na górze był niesamowity! Schodziło się łatwiej, mimo że można było się nabawić zawrotów głowy.

25a

W międzyczasie Lenkę naszła chrapka na goferka tak więc wyruszyliśmy na poszukiwania. Okazało się to trudniejsze niż myśleliśmy. Na szczęście udało nam się znaleźć cukiernię „Bola Dosse” z pysznymi domowymi goframi, lodami oraz ciastami. Po krótkiej przerwie dziewczyny zawiozły mnie i Kubę do „Jump Worldu”, gdzie mieliśmy godzinę skakania na trampolinach. Wymęczyliśmy się wybitnie. Dziewczyny w tym czasie pojechały do Kolejkowa, gdzie miały okazję podziwiać piękne miniaturowe kolejki jeżdżące przez bajeczne ekspozycje. Spotkaliśmy się i pojechaliśmy na obiad do pizzerii „Niezły Dym” mieszczącej się w centrum Wrocławia. Tam zajadaliśmy się pysznymi, wypiekanymi w piecu opalanym drewnem, pizzami. Timo- świeża z tymiankiem, Parma-z rukolą i szynką parmeńską oraz Sezonową z gruszką, orzechami włoskimi i gorgonzolą. Po obiedzie ja i Kuba poszliśmy na umówioną grę „Let Me Out” do escape roomu niedaleko Rynku. Bardzo dobrze się bawiliśmy mogąc tym razem wytężyć nasze głowy. Dziewczyny wtedy poszły odpocząć na plac zabaw i karuzelę.

34

Jak tylko udało się nam wyjść z pokoju, spotkaliśmy się z dziewczynami i obraliśmy kurs na Aquapark! Początkowo mieliśmy prysznic na dworze, gdy przedostawaliśmy się z samochodu do samego budynku, ponieważ rozpętała się kolejna burza. Do Parku Wodnego poszliśmy na dwie godziny. Dwie godziny czystej przyjemności i frajdy, dla starszych i młodszych. Każdy znalazł coś dla siebie. Ja i Kuba okupowaliśmy zjeżdżalnie, natomiast dziewczyny bardziej relaksacyjnie jakieś płytkie ciepłe baseniki z Leną. Mała była uradowana, że wreszcie mogła pójść na basen. Wcześniej to był problem w związku z komplikacjami wynikającymi z wszytego V-portu oraz ciągłego leczenia i ran od wkłuć, przez które mogłaby wdać się infekcja. Teraz jednak Lena była długo, długo po wizytach w szpitalu, przez co mogła do woli korzystać.

30

Po ponad godzinie woda wyciągnęła z nas całą energię, więc poszliśmy się posilić. Jak dobrze, że ktoś mądry przewidział to, że ciężko być tyle czasu na basenie bez jedzenia i postawił w środku bufet! Posileni jeszcze na chwilę ruszyliśmy na ostatnie atrakcje przed wyjściem. Wyszliśmy i udaliśmy się prosto do hotelu. Pozytywnie wymęczeni wszyscy zasnęliśmy jak dzieci. Ostatniego dnia rano poszliśmy na śniadanie, po którym się spakowaliśmy. Zaczęliśmy od wjazdu na piętro widokowe Sky Tower- najwyższy w Polsce budynek z którego można było zobaczyć rozległy widok na Wrocław.

42

Można było sobie tam zrobić zdjęcie na specjalnej makiecie z czego skorzystaliśmy i dzięki temu mamy zdjęcie jakbyśmy byli zawieszeniu w powietrzu na jednej metalowej belce a za nami roztacza się widok na miasto. Następnie pojechaliśmy zobaczyć Wrocławską Fontannę z pokazami multimedialnymi co godzinę, gdzie mieliśmy czas na relaks. W porze obiadowej podeszliśmy do pobliskiej restauracji „Pergola”.

44

Po obiedzie udaliśmy się do Hali Stulecia. Robi od środka ogromne wrażenie! Mieliśmy okazję poczytać i pooglądać materiały na temat jej historii. To był ostatni punkt naszej wycieczki. Po powrocie do auta ruszyliśmy w trasę z powrotem. Nie obyło się bez drobnych komplikacji trasowo-nawigacyjnych spowodowanych brakiem popołudniowej kawy, więc jazda nam się nieznacznie wydłużyła, ale to dobrze. Spędziliśmy więcej czasu razem z Panią Anetą rozmawiając i dalej słuchając muzyki w drodze do domu. Myślę, że spokojnie się mogą wszyscy zgodzić, że Pani Aneta uświetniła nam tę wycieczkę i była da nas przyjacielem.

Maciej Zduleczny