Wsparcie organizacyjne:

 Wsparcie finansowe:

 

 oraz uczestnicy akcji:

 

 

Przez 5 dni podopieczni Fundacji ISKIERKA pływali szlakiem Jezior Mazurskich z północy na południe przemierzając takie akweny jak: Jezioro Mamry, Kirsajty, Dargin, Kisajno, Tajty, Niegocin, Jagodne, Tałty, Mikołajskie, Śniardwy. Odwiedzili także Giżycko oraz Mikołajki.

Spanie na jachtach, wspólne gotowanie i walka z komarami wzbudzały najwięcej emocji.  Podczas tych kilku dni poznawali tajniki rzemiosła żeglarskiego, za które mogli otrzymywać sprawności żeglarskie a na koniec najbardziej aktywni żeglarze otrzymali pamiątkowe odznaki. W gronie odznaczonych znaleźli się również rodzice!

Piękna pogoda, szanty i ...można zapomnieć o całym świecie i problemach.

Dziękujemy że dodaliście im wiatru w żagle:)

"Mazury to chyba najpiękniejsze miejsce na Ziemi i jestem ogromnie szczęśliwa i wdzięczna Iskierce, że dostałam możliwość tygodnia patrzenia na nie non stop. Zyskałam dużo więcej niż tylko oglądanie jezior na żywo, między innymi nową pasję, którą jest żeglarstwo. Magia miejsca i osób zaraziła chyba wszystkich, co potwierdzają łzy przy pożegnaniu. Szanty, ogniska, spanie na jachcie sprawiały, że zapominałam nawet o wiecznie głodnych komarach. Na pewno chciałabym tam wrócić i móc zaśpiewać raz jeszcze „Sie masz, witam cię, piękną sprawę mam…”

Kamila Rzenno

" NA MAZURY, MAZURY, MAZURY ...
POPŁYWAMY TĄ ŁAJBĄ Z TEKTURY ... "

Tą, oraz wiele innych piosenek żeglarskich mieliśmy okazję nauczyć się i śpiewać podczas "Iskierkowego rejsu po Mazurach", który odbył się w dniach od 7 do 13 lipca b/r. Podopieczni fundacji wraz z rodzicami rozpoczęli swoją wielką przygodę w niedzielę 7 lipca od integracyjnego ogniska oraz zapoznania się ze sternikami. W poniedziałek - zaczęło się !!!

  • 6 dni wspaniałej przygody !
  • 5 dni wymarzonej do żeglowania pogody
  • wspaniałe towarzystwo
  • wiele nowych przyjaźni i znajomości
  • nowe doświadczenia oraz odznaki w różnych dziedzinach
  • wiele miejsc, portów żeglarskich oraz przystani

A przede wszystkim spokój, wypoczynek, bliskość natury !

Nigdy nie mieliśmy okazji zasmakować żeglarskiej przygody, teraz dzięki "Iskierce" będziemy mieli cudowne wspomnienia i jestem pewien, że do żeglowania na pewno jeszcze wrócimy. Strzałem w 10 okazało się zdobywanie sprawności żeglarskich w kilku dziedzinach. Nasze dzieciaki wprost oszalały na punkcie sprzątania pokładu, wiązania lin czy przyrządzania posiłków. Jeszcze nigdy nie widziałem tak wielkiego zaangażowania - a wszystko po to aby tylko uzyskać odznakę. Długo można byłoby pisać na temat atrakcji, które zgotowała nam Iskierka. Gdybym miał wybrać pomiędzy wygodnym hotelem wraz z zatłoczoną plażą w nadmorskim kurorcie a mazurską wyprawą po jeziorach w ciszy, spokoju i bliskości natury - to bez wahania postawiłbym na Mazury!

Dziękujemy organizatorom, sternikom, załodze oraz wszystkim uczestnikom za wspaniały czas, nowe doświadczenia, cudowne chwile z dala od zgiełku i codziennych problemów. Jeśli będzie to możliwe to na pewno na Mazury wrócimy!"

Marcin Bodera

"To była niezapomniana przygoda...

Mazury, mazury, mazury to naprawdę jeden z cudów natury. Na mazurach nie byliśmy nigdy wcześniej. To dzięki fundacji Iskierka mogliśmy podziwiać tę piękną krainę. Mogliśmy zobaczyć jak bije jej serce - dotknąć jezior, posłuchać dzikich kaczek, szumu trzcin, trzepotu żagli na wietrze. To, że przez cały tydzień pływaliśmy na łodzi jeszcze bardziej potęgowało te doznania.

Tydzień z Iskierką na jachcie to wypoczynek aktywny, czasami dostarczający niewielkie dawki adrenaliny. Jacht to mała przestrzeń, na której 10 osób musi się dobrze zorganizować. Dzięki wspaniałemu pomysłowi z nagrodami, w postaci naklejek w czterech różnych kategoriach: gotowanie, żeglowanie, liny i sprzątanie, praktycznie został rozwiązany problem podziału obowiązków. Każdy garnął się do pracy, chciał pomagać by zdobyć naklejkę, a w ostateczności nagrodę główną. Wielką  frajdą była nauka żeglowania – sterowanie, stawianie żagli, klarowanie lin itp. Nasz sternik Arek bardzo trafnie rozdzielał zadania. Nawet najmniejsi mogli się wykazać.

Konradowi bardzo podobało się życie w porcie już po zacumowaniu. Wszyscy spotykali się wtedy przy ognisku, przy gitarze śpiewali pieśni żeglarskie i piekli  kiełbaski. Nocleg w śpiworze pod gołym niebem pełnym gwiazd, nad ranem chłód osiadającej na twarzy rosy, to niesamowite przeżycie. Tydzień minął bardzo szybko ale według mnie w większości z nas dokonała się jakaś przemiana. Dzieci do tej pory trochę zagubione, uwierzyły w siebie, nabrały pewności, że to co nieosiągalne do tej pory  jest możliwe. Rodzice zaś  przekonali się ,że ich dzieci naprawdę są bardziej samodzielne niż im się wydawało i stać je na wielkie rzeczy. Dla mnie to też swego rodzaju terapia. Przypomniałam sobie, że obcowanie z przyrodą daje wyciszenie i wiele przyjemności.
Dziękujemy Iskierce, sternikowi Arkowi i jego załodze za tak wspaniały wypoczynek."

Pozdrawiamy
Karina i Konrad Kopczyńscy

"Prawdziwa siła człowieka tkwi nie w uniesieniu, lecz w niewzruszonym spokoju .. " - L. Tołstoj
A tego spokoju można właśnie doświadczyć żeglując szlakiem mazurskich jezior.
Tegoroczny wypad na mazury był niespodziewany, aczkolwiek w głębi duszy wcześniej ciągle wyczekiwany.
Jak co roku - obóz był udany, wymarzony i na zawsze zostanie przez nas zapamiętany ..
Bardzo gorąco dziękujemy, że po raz kolejny mogliśmy miło spędzić czas z Iskierką i ekipą sterników.
Jak zawsze po całodziennym pływaniu miło było wieczorami posłuchać jak Mariolka rwie struny gitary i śpiewa kolejne zwrotki mazurskich szant,
Te i inne wrażenia zawsze dają nam siłę przetrwać długą, szarą jesień i ostrą zimę z nadzieją, że za rok .. znów tam wrócimy i ustawimy nasz iskierkowy mały obóz..! ;)

Pati Janus z bratem i mamą.

Dziennik Podróży Piotra Żaka:

Przyjazd
Przyjechaliśmy do portu w Skłodowie. Pierwszego dnia wycieczki, jednak jeszcze nie rejsu zjedliśmy smaczną kolację przy ognisku. Zrobiłem pierwsze zdjęcia pamiątkowe. Były to zdjęcia zachodu słońca. Śpiewaliśmy pieśni. Największe wrażenie zrobili na nas sternicy, którzy głosem, ukształtowanym zapewne przez warunki panujące na rejsach śpiewali szanty.

Poniedziałek
Po nocy spędzonej na jachcie przyszedł czas na obowiązki żeglarskie. Wraz z kumplem szorowałem pokład. Prawdę mówiąc, nie wiem, czy zabrałbym się za to w domu, jednak przy ,,klimacie'', jaki się odczuwało podczas prac pokładowych, było to dla mnie przyjemne. Gdy płynęliśmy łodzią, odczuwało się przyjemną, żeglarską atmosferę. Miałem w głowie muzykę z gry komputerowej o piratach ,,Sea dogs”. Później kąpaliśmy się, niedaleko lądu. Była płytka woda, więc nie były potrzebne kamizelki ratunkowe. Następnie zarzuciliśmy kotwicę przy Kiermuzie Wielkiej, aby zjeść smaczny obiad. Dzień zakończył się dopłynięciem do portu nad jeziorem Tajty, gdzie czekał nas drugi nocleg na łajbie.

Wtorek
Przepływaliśmy kanałem niegocińskim, który łączy Tajty z kilka razy większym jeziorem Niegocin. Mniej więcej po południu dotarliśmy do Giżycka. Miałem okazję odwiedzić targ taniej książki, gdzie dokonałem przydatnych zakupów. Przepłynęliśmy całe jezioro Niegocin, kilka mniejszych jezior i kilka kanałów wodnych, aby w końcu dopłynąć do portu, który zwie się Zielony Lasek. Znajduje się on na wyjątkowo małym Jeziorze Kotek, którego powierzchnię, wnioskując z mapy mógłbym oszacować na jakieś 27 hektarów (z pewnym błędem oczywiście).

Środa
Następnego ranka znów wstałem wypoczęty. Zdążyłem polubić swoją kajutę. Tym razem pokład myły koleżanki. Jak zawsze zjedliśmy dobre śniadanie. Trzeba było się najeść, bo czekała nas długa podróż przez dwa kanały, kilka jezior, by później wypłynąć na największego jeziornego kolosa w Polsce, czyli Śniardwy. Po drodze miało miejsce pływanie na siedmiometrowej głębinie w kamizelkach ratunkowych. (Ciekawe co myśleli o nas ludzie z innych rejsów, gdy widzieli kilkanaście osób w kapokach). Tego dnia dopłynęliśmy do portu w Niedźwiedzim Rogu, znajdującym się w małej, nienazwanej na mojej mapie zatoczce. Jeszcze w drodze zjedliśmy obiad. Gdy już byliśmy w porcie, poszliśmy do restauracji w Głodowie Małym. Nazwa miejscowości ma w sobie pewien haczyk, na który jak się domyślam dali się złapać organizatorzy. Po obiedzie ciężko było nas nazwać głodnymi, jednak ja osobiście mógłbym rzec: ,,Z ostrożnością można przesadzić, ale dobrego jedzenia nigdy nie będzie za wiele”.Gdy wracaliśmy do portu była ciemna noc. Jedyną jej wadą było zachmurzone niebo. Warunki idealne do obserwacji gwiazd... Ale tylko gdy nie ma chmur. Przy okrętach czekało na nas ognisko, przy którym jak w dniu przyjazdu śpiewaliśmy szanty.

Czwartek
Tego dnia czekała nas chyba najdłuższa podróż z całego rejsu. Naszą następną stacją miało być Giżycko. Po drodze zatrzymaliśmy się w Mikołajkach, niewielkiej miejscowości na styku jezior. Praktycznie całą załogą poszliśmy na Gofry. Wtedy też kupiłem mapę Wielkich Jezior Mazurskich, z której korzystam, gdy wypisuję kartki tego dziennika. Tego samego dnia, trochę wcześniej niż miał miejsce postój w Mikołajkach, pływaliśmy w kamizelkach ratunkowych, przywiązani do lin. Ciągnęły nas łodzie, połączone linami. Niestety z powodów bezpieczeństwa prędkość nie była zbyt duża, ale cóż... Niektórzy cenią sobie ostrożność. Koniec dzisiejszej podróży był bardzo ciekawy. Wracaliśmy wieczorem, gdy już było ciemno. Gdy płynęliśmy do Giżycka, Bogdan, jako doświadczony sternik odczytał informację świetlną, wysyłaną przez łódź, płynącą przed nami. ,,Trzeba, płynąć z lewej strony, bo w przeciwnym razie wpadniemy na mieliznę''. Zadzwonił do niego kolega z innej ,,Arki''. Mówił, że w Giżycku nie ma miejsca na przycumowanie łodzi. Nastąpiła zmiana planów. Kolejna nocka miała miejsce na Jeziorze Tajty, gdzie już wcześniej byliśmy.

Piątek
Dziś ostatni dzień tego rewelacyjnego rejsu, a ja ani trochę nie tęsknię za domem. Do piętnastej nie ruszaliśmy się z portu. Grałem z innymi w karty. Napisałem także początek tego dziennika. Wymyśliliśmy również nazwę dla naszej załogi. Kolejną naszą stacją było Skłodowo, czyli port, w którym się wszystko zaczęło.

Pożegnanie
Obudziłem się wcześnie. Patrząc z małego okienka w kajucie widziałem Bogdana, który... Wypływał z nami na pełne jezioro. Czyżby sternicy zrobili nam zieloną noc? Ależ skąd. Płynęliśmy do Sztynortu, skąd mieliśmy wyjechać autokarem. Był to ostatni, niespodziewany etap rejsu. Pożegnanie ze sternikami ciężko było nazwać smutnym. Było po prostu wzruszające...

Epilog
Pierwszego dnia po powrocie z Mazur wciąż miałem w sobie tą atmosferę żeglarską, jaka panowała na jachcie. Miałem dziwne wrażenie, że owa przygoda mnie odmieniła.Wpadłem na pomysł, aby z mamą, tatą i Leą, moim pieskiem iść do babci, aby pokazać zdjęcia i trasę wycieczki na mapie. Ciężko to opisać, ale atmosfera między, mną, babcią i rodzicami była ,,inna'' (w pozytywnym sensie) niż przed rejsem.

Pioter Water  z
Misiowej załogi Bogusia

Kochana Iskiereczko!

Jest wtorek, trzeci dzień po powrocie z obozu żeglarskiego na Mazurach, a ja mam w głowie melodię ,,Gdzie ta keja, przy niej ten jacht...''. Wspomnienia pięknych chwil przeżytych w towarzystwie iskierkowych przyjaciół oraz wspaniałych sterników. Atmosfera tej wyprawy była niepowtarzalna. Te wieczory i śpiew sterników, aż dusza  się raduje. Wspólne przygotowywanie posiłków. Ach, jak one szybko znikały z talerzy. Kto by pomyślał, że ja, były topielec wejdę do wody na środku jeziora. Ten strach, a zarazem zaufanie do kapitana Bogusia i pomocnika Michała w wieczornym (nocnym) wpływaniu do portu w Tajtach. Te widoki i szum fal. A mój Piotr, ta radość w jego oczach...

I pożegnanie we łzach. ,,Hej my jeszcze tu wrócimy. Nie za rok, no to za dwa...”
Było super, super, super!

Serdecznie dziękuję!!!
Basia Żak z Misiowej załogi Bogusia

foto: Archiwum Fundacji ISKIERKA & Patrycja Janus