To była pierwsza nasza, taka morska, przygoda w ramach Akcji Lato 2016. Oj działo się, działo…

Od tej chwili dzielę rok 2016 na czas przed rejsem i po rejsie. Wielokrotnie spacerując plażą najczęściej naszą bałtycką, tą romantyczną, miałam pragnienie wypłynąć w nieznane. Być członkiem załogi, zmagać się z żywiołem, upajać się widokiem bezkresnego horyzontu i … wołać „chwilo trwaj”! Nie przypuszczałam, że te pragnienie będzie zaspokojone. Dzięki zorganizowanemu przez Fundację ISKIERKA rejsowi miałam okazję urzeczywistnić marzenia. Moja córka już dawno połknęła bakcyla żeglarskiego, tak więc możliwość uczestniczenia w rejsie spowodowała, że nasze życie stało się jeszcze bardziej ciekawe. Pierwszego dnia, grupę naszą podzielono na dwie załogi. Naszym kapitanem był Arek działający pod banderą „Arkowe rejsy”, natomiast kapitanem drugiej załogi był Tadek. Duch działający pod banderą „Żeglowanie niezwykłe” płynący Sun Odyssey 379. Ze Świnoujścia wypłynęliśmy jachtem Bavaria 30. Morze przywitało nas flautą. Czuliśmy się swojsko, jak na Mazurach w skali mega. Był to czas na przypomnienie sobie węzłów i zagadnień, które były pomocne przy sprawnym cumowaniu.

Świetnie zaopatrzona lodówka pozwoliła nam na szybkie przygotowania posiłków. Przygotowane posiłki praktycznie tylko do odgrzania, pozwoliły nam popijając rozgrzewającą herbatę z każdym łykiem celebrować chwilę. Pierwszym portem był Greifswald. Kapitan wydawał nam komendy jak przygotować się do bezpiecznego zacumowania jachtu. W mistrzowski sposób manewrował w porcie łodzią mającą około 11 metrów długości i 4 metry szerokości! Wejście do portu Greifswald bardzo przypomina kanał Giżycki. Z kolei kolorowe domy usadowione wokół portu, przypominają te charakterystyczne domy znane mi ze zdjęć w norweskim Bergen. Dzięki sprawnej organizacji mięliśmy czas na zwiedzanie starówki . Ten dzień zakończyłyśmy wieczornym spacerem po kei.

Światło poranka obudziło nas wcześnie. Zaczęliśmy przygotowywać śniadanie. Cieszyło nas słońce, jednak jeszcze bardziej wiatr, dzięki któremu była szansa na rozwinięcie nie tylko foka, ale i grota. Czas nas gonił, aby zdążyć na podniesienie się mostu zwodzonego i wpłynąć do portu w Stralsund. Żeglarstwo to pasjonująca przygoda dla osób które umieją wykazać się elastycznością, dobrą organizacją i poczuciem dystansu przede wszystkim do siebie. Wiatry nam sprzyjały i z prędkością ośmiu węzłów obraliśmy kurs na wyspę Hiddensee, port Vitte. Po zrobieniu klaru na jachcie mogliśmy pójść w stronę latarni, znajdującej się na najwyższym wzniesieniu wyspy. Szczęście nam dopisywało i jak na zamówienie trafiliśmy na przepiękny zachód słońca. Nasza czterogodzinna wyprawa zakończyła się o zmierzchu. W życiu nie widziałyśmy tak gwieździstego nieba. Pomimo zmęczenia nie chciałyśmy tracić czasu na sen. Jednak chęć zażycia porannej kąpieli morskiej sprawił, że położyłyśmy się.

O godzinie 5.30 obudziły nas promienie słońca. Dobrze, że wstałyśmy wcześnie, bowiem wykorzystałyśmy moment pięknej aury. Prawdą okazał się fakt, że gwieździste niebo wskazuje na 12 godzin dobrej pogody. Wypływając z portu na horyzoncie pojawiły się ciężkie chmury, które nie wróżyły sprzyjających warunków. Mając w planie przycumowanie w porcie Sassnitz, musieliśmy wziąć pod uwagę plan awaryjny, zacumowanie w porcie Glowe. Płynąc w deszczu i wietrze, z wiatrem od dziobu, musielibyśmy długo halsować do celu podróży. Okazało się to zbyt ryzykowne. Rozsądek zwyciężył, a żywioł zweryfikował nasze pierwotne plany. Po dziesięciogodzinnym płynięciu, znaleźliśmy bezpieczną przystań. Następnego dnia, punktualnie o godzinie dziewiątej oddaliśmy cumy i wyruszyliśmy w kierunku Świnoujścia. Pogoda okazała się łaskawa. W tym dniu prezentem był idealny wiatr i słońce. Przechyły były imponujące. Mieliśmy okazję odczuć potęgę morskiego żywiołu. Kolejny raz życie pokazało nam, że gdy czegoś gorąco pragniemy – spełniają się marzenia.

Magda i Ania Sajdak

Witam. Jestem Kuba. Mam 13 lat. Od kilku lat jestem podopiecznym Fundacji ISKIERKA. Dzięki niej, miałem okazję trzykrotnie uczestniczyć w niezapomnianych rejsach po mazurskich jeziorach. Zawsze w moim imieniu wypowiadała się moja mama. Jednak uważam, że nadszedł już czas, abym to ja opisywał swoje przeżycia. Mam okazję. Właśnie wróciłem z rejsu po Bałtyku. Muszę przyznać, że wyprawa morska a śródlądowa, to zupełnie coś innego, o czym przekonałem się na własnej skórze. Na sukces tego przedsięwzięcia pracowało wielu ludzi. Dzięki ich zaangażowaniu, dane mi było przeżyć niezapomniane chwile w towarzystwie wspaniałej załogi. Pokonaliśmy 190 mil morskich. W tym czasie cumowaliśmy u wybrzeży urokliwych miasteczek. Mojej mamie szczególnie utkwiła w pamięci jedyna w swoim rodzaju latarnia Dornbusch. Ja w tym czasie zostałem na jachcie, ponieważ trzeba było pokonać około 10 km pieszo. Ja natomiast na zawsze zapamiętam wizytę w Oceanarium , zwiedzanie Gorch Fock  trzymasztowego żaglowca oraz ekscytujące halsowanie …to było coś co lubię najbardziej… adrenalina :) Każdy dzień dostarczał mi niesamowitych wrażeń. Nie tylko sprzyjały nam pomyślne wiatry. Na powodzenie tej morskiej wyprawy złożyła się również mozolna praca całego sztabu ludzi, dzięki którym mogliśmy tyle zwiedzić, przeżyć i wzbogacić się o nowe doświadczenia. Na pewno maczał w tym palce również sam król mórz- Neptun :) Dziękuję wszystkim organizatorom za serce , Pani Prezes JOLI , Pani IZIE oraz ARKOWI za poświęcony czas, wyrozumiałość i cierpliwość podczas rejsu. To było coś dla mnie bardzo ważnego. Bez Was by się to nie udało. Pokochałem morze i bardzo chciałbym w przyszłości powtórzyć to wspaniałe doświadczenie. Mówią, że dobro powraca. Jestem przekonany, że dobro, którego doświadczyłem z Waszej strony, w dwójnasób do Was powróci. Dziękuję za wszystko.

Jakub Błasiński

Niezapomniane chwile ze wspaniałymi ludźmi, malowniczymi krajobrazami, trzepiącymi żaglami, linami, wiatrem we włosach i żywiołem naszego kochanego Bałtyku, który bujał nas zarówno w dzień jak i do snu. Tak w jednym zdaniu można opisać chwile, które na zawsze pozostaną w naszych sercach. Dziękujemy Fundacji ISKIERKA, która po raz kolejny zorganizowała znakomity wypad dla naszych dzieciaków, pełen niesamowitych wrażeń od samego wschodu słońca po ciemne gwieździste niebo. Dzięki Wam mogliśmy poznać smak żaglowania po przepięknych mazurskich jeziorach a tego lata poczuć moc morskiego żywiołu. Przyznam, że były chwile,w których Bałtyk nas zadziwiał, ale były też takie, w których nieco przerażał swą siłą. Kuba stwierdził, w przeciwieństwie do swojej siostry, która połknęła bakcyla żeglarskiego, że żeglarzem nie zostanie i nawet podziękował naszemu niezastąpionemu kapitanowi Arkowi (ps. Kochamy Cię wszyscy Rzennioki i pewnie nie tylko), że ocalił nam życie :) Dziękujemy raz jeszcze za mega dozę niesamowitych wrażeń, porządnego naładowania akumulatorów, wspólne gotowanie, sprzątanie, jedzenie, ciepłą herbatkę w ufundowanych dla nas termosach, wspólne wieczorne gry i rozmowy do samego świtu, piękne widoki budzącego się i zachodzącego słońca…

Kuba Rzenno z mamą

Rejs po Bałtyku zawdzięczamy firmie Exact Systems.

logo_exact_systems_[format_jpg]